03 maja, 2015

ROZDZIAŁ 21

     Samotność otulona pomiędzy imprezami. Tak właśnie wygląda życie dziewczyny celebryty. Harry chodził dziennie do studia na ostatnie,, poprawki płyty” w dodatku musieli zacząć ją promować co powodowało, że widziałam go  tylko wieczorem. Oczywiście przepraszam, ale czy ja miałam prawo być na niego zła? Sama chodziłam na zajęcia do Ryan’a co oczywiści nie odbyło się bez zbędnego komentowania i ogromnej zazdrości Harr’ego. Był cholernie zazdrosny. Naprawdę. I choć większość dziewczyn cieszyłaby się na moim miejscu – to nie ja. Wkurzało mnie, że ciągle podejrzewał mnie o jakiś romans, albo uciekanie przed nim. Ja tylko uciekłam przed samotnością, ale on jakby tego nie rozumiał. Oprócz tego było wspaniale. Udało mu się przez ten tydzień uciec raz z pracy, dzięki czemu mogliśmy spędzić go w Dunkierce we Francji. Naprawdę było w porządku, ale co miało się zepsuć skoro i tak widzieliśmy się kilka godzin dziennie? Nie miałam mu za złe, żeby było jasne. Ja po prostu potrzebowałam go przy sobie, ale wiedziałam również, że ma swoje życie z którego nie może zrezygnować.
    Ale dałam radę. Przetrwałam ten tydzień. Czekałam na ten piąty sierpnia, czas dłużył się niemiłosiernie. Czekałam na Filipa, Kubę i Luize. W końcu nie będę samotna. 
   Jak wstałam oczywiście Harry już był w studiu, co w ogóle mnie nie zdziwiło, ale tym razem miałam ważniejsze sprawy na głowie. Postanowiłam, że do niego zadzwonię i przypomnę mu o tej cudownej dacie.
- Hej Haz – powiedziałam podekscytowana.
- Hej słońce. Szybko wstałaś – powiedział zdziwiony.
- No nie ma się czemu dziwić. Spójrz na datę.
- No piąty sierpnia.
- No…
- No za trzy tygodnie wychodzi płyta i zaczyna się ostra jazda.
Zamilkłam. Zawsze wszystko sprowadzało się do jego pracy.
- No cóż, tym razem nie chodzi, kotku, o twoją CUDOWNĄ pracę – odpowiedziałam sarkastycznie.
- Coś nie tak?
- Tak. Z twoją pamięcią.
- Czekaj – zrobił krótką przerwę– Piąty sierpnia!  Twoi przyjaciele przyjeżdżają.
- No brawo.
- Przepraszam mam ...
- Taki natłok w pracy, że nie pamiętam.
- Viki..
- Będziesz szybciej rozumiem?
- Dobrze wiesz, że ..
- Nie mogę.
- Vix… czekaj.
        Wyłączyłam się. To nie miało sensu. Praca. Ja. Nie odwrotna kolejność. Strasznie ich męczyli. To było nie do zniesienia. Kłaść się bez niego, albo czekać do później godziny, by na chwilę go zobaczyć. Wstawanie bez jego porannych pocałunków w szyję.
     Rozmawiałam na ten temat z Dianą. U niej sytuacja 
nie wyglądała podobnie, co  mnie zdziwiło. Niall bardziej się starał. Zrywał się jak tylko mógł, by ją zobaczyć. Harry nie. Niall dzwonił do Diany z jakieś sześć razy w ciągu popołudnia i ostro sms-owali. Harry jak zadzwonił dwa razy w ciągu całego dnia to było dobrze.
     Bardzo mnie ten stan rzeczy niepokoił. Dopiero zaczęliśmy być ,,związkiem’’ a on już odstawiał takie rzeczy. Nie chciałam mu podczas kłótni non stop tego wypominać, ale to on chciał tego bardziej niż ja, a teraz? Teraz nawet nie wykazuje żadnej inicjatywy.
    Postanowiłam dziś odpuścić. Chciałam zobaczyć tylko moich przyjaciół. Z tego co wiem mieli być o 16 na lotnisku, a Harry miał kogoś po nich wysłać do nas. Napisałam mu tylko krótkiego sms’a, żeby Pan Styles raczył o tym pamiętać.
    Szykowałam się dość długo. Przez pierwsze dwa dni mieli u nas mieszkać, dlatego chciałam ,żeby lodówka na ten czas była pełna. Na Harre’go w tej kwestii nie można było liczyć. Niestety nie tylko w tej. Ledwo co byliśmy ze sobą, 
a zrobiłam się kurę domową . Zdecydowanie mi się to nie podobało, ale co miałam zrobić. Kochałam go. W Anglii - na obczyźnie w dodatku w samotności przeglądałam tylko filmy z lektorem na laptopie, albo gadałam na skypie z Luiza. Filip się uczył, a Kuba zajęty był kupowaniem domu w Londynie. Postanowił, że się tu już wyprowadzi na stałe. Dla niego to było dobre. Oderwie się raz na zawsze od przeszłości, ale nie chciałam, żeby zostawiał mnie samą w Polsce. Jasne da mi mieszkanie, ale widok matki to ja będę musiała znosić, nie on. 
    Dzięki tej samotności zaczęłam coraz bardziej myśleć nad przyszłością. Nigdy się tym specjalnie nie przejmowałam. Raczej żyłam z myślą ,,co będzie to będzie”, ale przez Harr’ego , a raczej nasz związek zaczęłam się zastanawiać. Bo jak niby będziemy się spotykać? Jasne są samoloty, zresztą na brak pieniędzy Harry nie ma co narzekać, ale jak tylko w weekendy? Zresztą spójrzmy jak jest teraz. Nie ma go non stop, więc co będzie potem? Po skończeniu i promowaniu piątego krążka zacznie się trasa koncertowa, więc będzie na rozjazdach. Co oznacza, że więcej go nie będzie w ogóle w Europie niż teraz w domu. Nie widziałam tego kolorowo. Ba! W ogóle nie widziałam tego związku. Chyba tylko cud mógł nas uratować.  
        16-sta minęła szybko. Zaskakująco szybko. Akurat wszystko skończyłam kiedy rozległ się dzwonek do drzwi:
- Hej słoneczko! –rzucił się na mnie Filip.
- Moja Kochan siostrzyczka – podniósł mnie Kuba i zaczął mnie obściskiwać.
- Udusicie moją kochaną przyjaciółkę – dopchała się do mnie Lu.
- Boże jak dobrze, że was widzę– powiedziałam nie mogąc zdusić uśmiechu.
- A gdzie Haz? –zapytał Kuba.
- Jak zwykle w pracy – spojrzeli po sobie zdziwieni, więc szybko im wyjaśniłam – pewnie go nie zobaczycie dziś, ani jutro…- spojrzałam na nich i właśnie zdałam sobie sprawę, że ja też nie wiem kiedy w końcu go zobaczę. – Nie mam pojęcia kiedy go zobaczymy.
- Ej co jest Wiki? – zapytał przerażony Filip.
- Nie widzę go od tygodnia, pracuje non stop w studio.
- Ale…
- Nic nie zrobię. Cena bycia  z celebrytą – powiedziałam przez zęby.
- Dupek – podsumowała jednym słowem Lu.
- Zapracowany – dodałam.

Zrobiłam im kolację i wszyscy po kolei zaczęli mi opowiadać o sobie. 
    Zaczęła Luiza. Jej mama czuła się już o wiele lepiej, dzięki czemu mogła skupić się na swoich studiach. Chciała startować do szkoły plastycznej w Krakowie, ale do końca nie była przekona. Ona rzadko była o czymś przekonana, jeżeli miało to wpływać na jej przyszłość. Oczywiście wszyscy jej to powtarzaliśmy, że powinna spróbować, chociaż prace miała składać do połowy lipca. I zaskoczyła nas :
- Złożyłam papiery.
- No w końcu! – odpowiedziałam - I jak?
- Przyjęli mnie – powiedziała nadzwyczaj spokojnie.
- Taaak! Będziemy razem studiowały w Krakowie!
Wszyscy spojrzeli się po sobie.
- Wiki… chciałam ci to szybciej powiedzieć, ale tak jakoś..
- Ale co? – zapytałam zdziwiona.
- Nie dawałam papierów do Krakowa.
- Aaa spoko, Polska nie jest tak duża damy radę – powiedziałam już lekko zdziwiona, że nie powiedziała mi szybciej.
- Wiki… ja … - zaczyna się plątać  w tym co mówiła.
- No co chodzi!
- Złożyłam papiery do Londynu. Będę tu uczęszczać do szkoły.
- Co!? 
Zatkało mnie. Totalnie mnie zatkało. Jak to? Filip, Kuba w dodatku Luiza mnie zastawiają SAMĄ w Polsce . Totalnie samą?
- Ale jak to? Ale…- łzy napływały mi do oczu
- Wiki nie bądź zła. Przepraszam.
- Zostawiacie mnie samą, tak?- spojrzałam po nich- Totalnie samą. Wszyscy. Dosłownie wszyscy.
- Ej, Wiktoria będziemy przecież…- zaczął Filip.
- Ta. Przepraszam boli mnie głowa. Chciałabym się położyć- powiedziałam odchodząc. 
- Wiktoria! –wołał za mnie Kuba.    
       Naprawdę bolała mnie głowa. Chciałam tylko zasnąć. Czemu oni mi to zrobili. Wszyscy mnie po kolei zostawiali. Bez przyjaciół. Bez miłości.

   * Z perspektyw Luizy *

- Wiedziałam, że tak będzie – powiedziałam.
- Daj spokój nie możesz siebie obwiniać – powiedział Kuba.
- Mogę. Doskonale wiemy jaka ona jest delikatna. W dodatku jeżeli chodzi o takie sprawy.
- W dodatku jeżeli chodzi o samotność – nie pocieszył mnie Filip.
- Tak dokładnie – wtórowałam mu.
- Musi w końcu się od nas uwolnić- powiedział stanowczo Kuba.
- Dobra stary, ale nie kurwa od wszystkich. Teraz to ona nikogo nie ma w Polsce jakbyś nie zauważył – powiedział groźnie Filip –Ja z Luizą idę tu na studia, Ty będziesz pracował, a Harry …
- Właśnie Harry. Czy tylko mi się wydaje, czy coś u nich nie gra – zapytałam. 
- Masz racje, ale daj mi dokończyć – przerwał mi Filip - Co Wielki- taka bowiem była ksywka Kuby – Ma iść do twojej mamy?
- Skończ. – powiedział.
- Skończę wtedy kiedy ty przestaniesz tak idiotycznie myśleć – Filip naprawdę był zdenerwowany tą sytuacją.
      Nagle otworzyły się drzwi do mieszkania
- Jesteś szczęśliwa, że przyszedłem szybciej o całe siedem godzin – zapytał znużonym głosem Harry.
- Pewnie by była- powiedział Filip – gdyby nie fakt, że jej tu nie ma.
- O cześć – przywitał się z nami Harry- To gdzie ona jest?
- Śpi – powiedział.
- Śpi?- zapytał Harry- Jest 16. 30!
Przewróciłam oczami.
- Ile czasu z nią przebywasz?
- A co? –zapytał zdziwiony.
- Nic. Po prostu wtedy byś wiedział, że w sytuacjach których jest bezradna i strasznie ją coś trapi wewnętrznie, boli ją głowa i idzie spać.
- Serio?!
- Albo jesteście idealną parą, albo gówno o niej wiesz – powiedział Filip i od razu przyłożyłam mu w głowę.
- Filip.
- Wybacz nie zdążyłem jej poznać tak jak ty.
- Może dlatego, że cię w ogóle nie ma?
Spojrzałam na niego zszokowana. Tak samo jak Kuba. I Harry.
- Skąd wiesz?- zapytałam.
- To długa historia.
- Mamy czas – warknął na niego Kuba.
- Dużo ze sobą rozmawialiśmy.
- Ah tak – powiedział poirytowany Harry.
- No stary, sorry – wstał od stołu Filip i zaczął przesuwać się w jego stronę– Ciągle siedzisz w tym studiu i jesteś zajęty płytą. Tak chciałeś ją zdobyć, a teraz co! Nie wiesz o niej nic. Tyle nagadałeś jej o miłości, a teraz? Gówno to jest a nie miłość.
- Uspokój się – powiedziałam mu.
- Nie- odezwał się Harry- On ma rację.
- No proszę przynajmniej nie przeczysz- odpowiedział zdziwiony Filip.
- Mam przeczyć prawdzie? Olewam ją, racja. Pogubiłem się. Jestem …dziwny.
- Dziwny? - wtórował Kuba.
- Ograniczony- odpowiedział Harry.
- Umysłowo – zakpił Filip.
Zjechałam go wzrokiem.
- Przestańcie- obróciłam się do Harr’ego – Nie po to przyjechałam tu dwa tygodnie wcześniej, żebyś teraz tu odpieprzał takie szopki. Mówiłeś, że ją kochasz, a ja doskonale wiedziałam, że ona bez ponaglenia nie jest w stanie kochać, więc błagam nie mów mi, że wszystko poszło na marne. Kochasz ją czy tylko chciałeś ja przelecieć?
- Wyrażaj się to moja siostra – wstał Kuba.
- Nie przeleciał mnie. Nie zdążył – powiedziała Wiktoria.
Wszyscy odskoczyliśmy od danych nam miejsc. 
- Co ty tu… - zaczął Harry.
- Nie słońce – powiedziała sarkastycznie. – Co ty tu robisz? Cudowne studio cię nie wzywa?
- Przyjechałem szybciej dla twoich przyjaciół.
- Moich przyjaciół powiadasz? Tak się składa, że moi przyjaciele również mają mnie gdzieś. Wcale nie przyjechali na ,,londyńskie wakacje”, ale na ,,londyńskie osiedlenie”.
     Harry popatrzył się na nas niedowierzeniem niczego nie rozumiejąc.
- Czyli?
- Czyli Wiki zostaje sama w Polsce – dopowiedziałam mu.
-Gdzie tam sama. Ale skąd. Mam jeszcze zmarłego ,,ex chłopaka”.
- STOP! – krzyknął Filip –To nasza wina. Wiemy o tym. Jeżeli będzie trzeba zmienię studia, żeby być bliżej ciebie.
- Co? – krzyknął Kuba.
- Nie Filip. Nie zrobisz tego. Nie chce o tym dziś rozmawiać. Poudawajmy, że jesteśmy na ,,londyńskich wakacjach’’ i pozostańmy przyjaciółmi. Filip co było pierwsze na liście?
- Bar. Impreza. Karoke – powiedział z uśmiechem.
Uśmiechnęła się do niego w odpowiedzi i następnie do Kuby.
- Gotowi na podrywanie najgorętszych dup w Londynie? Albo facetów jak kto woli- zapytała. 
- Dwa razy nie musisz mi powtarzać – powiedzieli zgodnie.
- Pokoje macie u góry – obróciła się o mnie – A ty, idziesz? 
- Londyńskiej wakacje- powiedziałam.
- Pokój masz obok Filipa.
       I poszłam bojąc się tego wszystkiego co miało nastąpić. Bo z nią nigdy nie wiadomo czy stąpasz po wodzie czy po żarzących kamieniach.
* Z perspektywy Wiktorii *
- Idziesz z nami?
- A powinienem?
- Wiele rzeczy nie powinieneś robić. Nie wiem czy wolno ci pić piwo w najtańszym barze w Londynie i drzeć się do mikrofonu, śpiewając piosenki Timberlak’a.
- Może być ciężko.
- Dlatego też cię nie zapraszałam.
- Ale nie powiedziałem, że niemożliwe.
Zdziwiłam się.
- Przepraszam Vix. Popełniłem wiele błędów w ciągu  krótkiego czasu, ale też się uczę, naprawdę.
- Ile miałeś poważnych związków?
- Poważnych?
- Tak, to znaczy nie kilka przelotnych sex’ów.
- Trzy.
- Hmm widzisz składa się tak, że ja nie miałam żadnego oprócz przelotnych przytulanek z facetami na dyskotece. I to ja powinnam się uczyć bycia w związku. To ja powinnam popełniać błędy, a nie ty. No cóż nawet nie mam kiedy ich robić, bo ciebie po prostu nie ma.
- Wiem, wiem! Powiedziałem poprawie się. 
- Poprawie to za mało Harry. Musisz przestać być zazdrosny, bo to cię zabija od środka. Wiem odkąd się tak zmieniłeś. Od tańca z Ryan’em. Dusi cię to od środka, dlatego mnie zamykasz pod kluczem. Myślisz, że nie znajdę sobie rozrywki i będę siedzieć w domu. Nie Haz. Jest całkiem inaczej.
- Widziałaś się nim?
- Więcej niż tobą w tym tygodniu.
- Kurwa.
To było dla niego typowe. Przeklniecie w geście poddania się. Był jak małe- duże dziecku któremu trzeba było nakierować na drogę.
Klękłam obok niego.
- Harry, kocham cię. Wiem, że ty mnie też. Ale nie mogę tak żyć. Wiem, że to jest silniejsze od ciebie, ale musisz, musisz to przezwyciężyć, bo inaczej ten związek długo nie pociągnie. 
Opuścił głowę na dół.
- Przepraszam, jestem idiotą. Nie chce cię stracić. Naprawdę.
- Wiem. 
- Od teraz będzie jak w bajce.
- Życie to nie historia romantyczna, Haz.
-Wiem, ale zrobię wszystko żeby taka była.

     O 20-stej wyszliśmy na miasto. Zaliczaliśmy wszystkie po kolei  tanie bary, aż w końcu około północy osiedliśmy w jednym. Nazywał się ,,Night Changes”, dokładnie tak jak singiel od 1D, co było totalna ironią zważając na to, że Harry zabrał się z nami.
- Przyszedł swój do swego –powiedziała Luiza.
- Skąd znasz piosenki 1D?- zapytałam.
- Słyszałam w radiu.
- Akurat – wtrącił Filip.
- Yyy, jestem tu – powiedział zawstydzony Harry.
- To dobrze – powiedziałam złośliwie – Bo teraz czas na karoke.
   Piliśmy bez ustanku
. Jedno piwo za drugim. Shot za shotem. Kuba już prawie wysiadł, Luiza zresztą nie była lepsza. Ja cały czas tańczyłam z Filipem, szalejąc jak tylko się da, dlatego alkohol na nas nie zadziałał.
- On się non stop na nas patrzy – powiedział Filip.
- Nie spuszcza mnie z oka- powiedziałam zrezygnowana.
- Mam z nim pogadać?
- Nie, to nie ma sensu. On musi zmądrzeć.
- Mam z nim inaczej pogadać? -zapytał ostrzej.
- Nie, hahah Filip, nie.
- Dobrze, ale pamiętaj..
- Że zawsze jesteś obok mnie. Pamiętam. Jako jedyny.
   Nagle zrobiło się cicho. Tak nagle zgasły swatała. Tylko płyta na której stał DJ świeciła jaskrawym światłem. Wszyscy przestali tańczyć, a pijani otworzyli oczy. Wszyscy zaczęli buczeć rządni muzyki, ale jej nie było. Nagle słychać było piskliwy dźwięk włączonego mikrofonu. I jego głos.
- Przepraszam, że na chwilę przeszkodzę wam tą wspaniałą zabawę i obudzenie niektórych osób, czy przeszkodzeniu w piciu następnego piwa czy innego trunku, ale muszę to zrobić. Bardzo kogoś zraniłem, choć tego nie chciałem. Ale kto chcę zranić swoją ukochaną. Zazdrośni ludzie nie myślą, a ja jestem zazdrosny. Zazdrosny o ciebie. I choć inni mówią, że to dobrze, doskonale wiemy ,że zazdrość, taka jak moja zabija wszystko wokół nas. Co prawda nie powianiem śpiewać tej piosenki, jeszcze, bo to zakazane, jeśli wiesz o co mi chodzi. Najwyżej wywalą mnie z pracy i stracę na oczach milionów ludzi, ale mam  w tym swój cel. Chce zyskać w oczach tylko jednej osoby. Twoich Wiktoria.
     Filip trzymał mnie w ramionach, bo z tych nerwów prawie upadłam na ziemię.
- Miałaś to usłyszeć za jakieś dwa tygodnie, a ludzie za trzy, ale myślę, że teraz jest odpowiedni moment. Napisałem tą piosenkę z myślą o tobie.

13 kwietnia, 2015

ROZDZIAŁ 20

Liczę, że wam się spodoba. Dodawajcie komentarze.
Uwaga: w pewnym momencie występuję scena naznaczona erotycznie.

*Z perspektywy Harry’ego *
Nazajutrz wstałem dość szybko i poszedłem zrobić śniadanie. Tym razem nawet nie miałem jajek, by zrobić nam naleśniki, więc musieliśmy nacieszyć się płatkami z mlekiem. Miałem nadzieję, że ona je lubi. Po zagotowaniu mleka poszedłem na górę, by ją obudzić, bo przypuszczałem, że nadal śpi. Nie pomyliłem się. Była obrócona w stronę drzwi, a jej włosy delikatnie opadły na poduszkę. Podszedłem do niej by przytulić ją z tyłu. Delikatnie gładząc jej włosy, szepnąłem:
- Dzień dobry aniołku.
Delikatnie zamruczała leciutko poruszając głową.
- Wstań kochanie.
- Eee, nienawidzę jak to robisz. 
- Oj domyślam się. Jesteś mega śpiochem.
- Nie jestem mega śpiochem – powiedziała obracając się do mnie.
- Czyżby? To wstań, bo mleko nam wystygnie.
- Mleko?
- Tak z płatkami.
- A to mogę spać. 
- Nie lubisz? 
- Nie, jem na zimo – powiedziała zamykając oczy, a ja wybuchnąłem śmiechem.
- Śpioch – pochyliłem się nad jej uchem i delikatnie zacząłem ją tam  całować.
- Ej no, tak nie zasnę – powiedziała leciutko mrucząc.
- I właśnie o to mi chodzi.
Uśmiechnęła się i otworzyła oczy.
- Zawsze jesteś taki …. stanowczy?
- Zawsze walczę o to na czym mi zależy.
- No dobra wstaje. 
- Czekam na dole – wstałem kładąc jej lekki pocałunek w usta.
     Zeszła po 10 minutach ubrana w spódniczkę i top.
- Daje sobie rękę uciąć, że dziś też idziesz od studia?
Uśmiechnąłem się podając jej płatki. 
- Straciłabyś ją.
- O cóż to za miła odmiana- powiedziała nakładając cztery garście płatków, które prawie nie mieściły się w misce.
- Yyy?
Spojrzała się na mnie i na miskę.
- No co, nie lubię mleka -odpowiedziała i zaczęła jeść. 
- Ale … to …. dać ci  jogurt?
- Po co?
- Eee.
- Harry, ja tak zawsze jem, dużo płatków eliminuje smak mleka, logiczne – spojrzała na mnie i pokręciła oczami- To co mamy w planach?
- O bo widzisz, nie idę do studia…
- Ale?
- Ale zostaliśmy zaproszeni na bal charytatywny. 
- Na bal?
- Tak. Oficjalnie One Direction z partnerami, więc pomyślałem, że może chciałabyś pójść.
- Ale ja nie mam sukienki to raz, a dwa ja nigdy na takim czymś nie byłam.
- Oj spokojnie to nic groźnego. Zayn’a nie będzie bo musi szykować się do ślubu, a Louis nie lubi takich imprez. 
- A więc będzie Liam z Sophią i Niall z Dianą?
- Tak dokładnie.
- No okey, mogę pójść.
- Cudownie – nachyliłem się do jej ust i ją pocałowałem.
- Jakąś konkretną mam mieć tą sukienkę?
- We wszystkim będziesz ładnie wyglądać.
Wstała od stołu i spojrzała na mnie wzorkiem, który mówił ,, Jesteś żałosny” i odparła: 
- Okey, idziesz ze mną.
- Co? Dlaczego? 
- Bo jest mały problem. 
- Jaki? Ja ci zapłacę.
- To akurat nie problem.
- To co chodzi?
- Nienawidzę zakupów, Harry.
- Naprawdę?!!
- A ty lubisz?
- Zakupy są super! 
- Yy, to najnudniejsza czynność na świecie.
Spojrzała się na mnie z niedowierzaniem.
- Ale ja myślałem ….
- Że każda dziewczyna je kocha? Nie, Harry ja się troszkę różnie od reszty.
- Zauważyłem – podszedłem do niej i złożyłem długi pocałunek na jej ustach – Kocham cię za te wyjątki.
Zaśmiała się głośno, ale zarazem tak delikatnie, że nie chciałem  jej wypuszczać z moich rąk.
- Zamieszkasz ze mną?
- Słucham! – odkrzyknęła zaskoczona i wyrwała się z moich ramion.
- Chciałbym mieć cię na co dzień, a nie tylko pomiędzy wolnymi miedzy nagraniami 
- Ale Harry ja .. ja mieszam u Anny i nie jestem…
- Gotowa?
- Dokładnie. Wiesz  troszkę za krótko się znamy.
- Ja przyjmuję zasadę, że nie ważne są dni skóro przed nami jest cała wieczność.
Zaśmiała się delikatnie, przybliżyła się do mnie, dała mi małego całusa w policzek i  powiedziała:
- Dlatego mamy cała wieczność, by zamieszkać razem.
- Skubana – podniosłem ją do góry, a ona zaczęła piszczeć – Moja mała księżniczka - odchyliła głowę do tyłu, a jej włosy wyprzedzały nasz każdy obrót.
- Kocham Cię Viktoria – powiedziałem przekrzykując się przez jej śmiech.
Spojrzała na mnie i natychmiast spoważniała.
- Harry, ja …
     Są takie moment  w życiu, że nie wiesz co masz robić. Co masz powiedzieć. Z jednej strony masz ochotę wykrzyknąć prawdę, by każda osoba na ziemi się o tym dowiedziała, a z drugiej chcesz  dobra. Mniejszego zła. Nawet jeżeli to sprawia, że cierpisz. To właśnie był ten moment. Bałem się, że gdy jej powiem, że wiem co wczoraj powiedziała ucieknie mi, bo się wystraszy. Ale z drugiej strony cały czas będzie się bać. Każda decyzja w tym wypadku miała minusy.
    Wziąłem głęboki oddech i to zrobiłem.
- Wiem to Vix. Słyszałem to co powiedziałaś w nocy.
- Ale .. co? – postawiłem ją na ziemi, a ona odsunęła się o ode mnie. Tak jak się spodziewałem. 
- Przepraszam, nie spałem i wtedy ty zaczęłaś mówić. Gdy to usłyszałem prawie zatrzymało mi się serce.
- Ja.. ja nie powinnam, przepraszam – pobiegła szybko do pokoju. Pobiegłem za nią.
- Błagam nie uciekaj, błagam. To nic. Ja rozumiem. Wiem, że się boisz, ale teraz już to wiem. Vix! – usłyszałem jak trzasnęła drzwiami. Bałem się, że może coś sobie zrobić, a tego bym nie przeżył. 
   Usiadłem pod drzwiami i zacząłem mój monolog.
- Vix ja wiem, ja cię rozumiem. Wiem, że patrząc na mnie i wypowiadając te dwa słowa to dla ciebie zbyt trudne. Wcale się nie dziwie i nie mam ci tego za złe. Sam przeżywszy to co ty przeżyłaś, nie byłbym w stanie normalnie funkcjonować. Ja i pewnie większość ludzi, ale ty dałaś radę. Cieszę się, że cię spotkałem. Pokazałaś mi jak twardym można być, mając tak pod górkę. Vix, ale błagam nie rób nic sobie, ja .. ja poczekam. Nigdy nie byłem w takiej sytuacji. Zazwyczaj…
- Zazwyczaj laski leciały do twojego łóżka po godzinie znajomości? – powiedziała przez drzwi.
- Nie chciałem tak tego ująć.
- Ale o to chodziło.
- Tak.
Usłyszałem jak otwiera drzwi.
- Przepraszam, że nie jestem taka jak inne.
- Nie, nie przepraszaj. To jest wspaniałe.
- Musisz ze wszystkim czekać i w ogóle.
- Poćwiczę cierpliwość.
Przytuliła się do mnie, a ja ją objąłem. Spojrzała się  w moje oczy i powiedziała:
- Kocham Cię Harry.
Otworzyłem buzię z niedowierzania, a ta pochyliła się nad moimi ustami i delikatnie przejechała po nich językiem. Odwzajemniłem to przyjemne uczucie i dałem się ponieść. Przeniosłem moją rękę na jej twarz i pomalutku zjeżdżałem na dół całując ją przy tym. Oderwałem się od jej ust i zacząłem zjeżdżać do jej szyi całując każdy kawek skóry. Przyssałem się do jej szyi,  gdy tymczasem moja ręka dotykała jej piersi. Poczułem jak jej sutek w lewej piersi zesztywniał pod wpływem mojego dotyku. Cichutko jęknęła, więc wykorzystałem to i szybko wsadziłem rękę pod jej stanik. Delikatnie zacząłem pieścić jej pierś i energicznie całować. Kiedy zjechałem na dół wzdłuż je majtek poczułem opór.
- Harry – powiedziała ciężko dysząc – Nie.
Od razu przestałem. Nie chciałem robić nic na siłę. Spojrzałem się na nią.
- Jedziemy na te zakupy?
- Dureń- powiedziała waląc mnie na podłogę.

*Galeria*
    Gdy weszliśmy do pierwszego sklepu, zrobił się tłum. Całe szczęście, że wcześniej poprosiłem Jeff’a i  John’a by pojechali razem z nami. Domyśliłem się, że gdy będziemy w takim miejscu może zagrażać nam lekkie niebezpieczeństwo. To nie tak, że izolowałem się od fanów, ale musiałem patrzeć na swoje dobro, a szczególnie na dobro Viktorii. Oczywiście nie obeszło się bez kilku zdjęć i parunastu autografów, ale nie przeszkadzało to jej. Nawet kilka osób powiedziało jej, że wygląda ślicznie, na co ona wybuchała śmiechem. 
Wśród fanek znalazły się także dwie Polki, które jak zobaczyły nas razem zaczęły piszczeć i mówić, że teraz to musimy do nich przyjechać. Nie podszedłbym do nich, ale Vix nalegała, bym chociaż zrobił sobie z nimi zdjęcie. Były w jej wieku i tak samo jak ona miały ,,londyńskie wakacje”. Viki potem zamieniła z nimi parę zdań, których nie zrozumiałem i jak się okazało właśnie o to chodziło. 
    Sukienkę wybieraliśmy dwie godziny. Dla niektórych to nie jest dużo. Na przykład dla mnie i przyjemność jaką mi to sprawia, ale myślałem, że po pół godzinie Viktoria umrze albo z nerwów albo z nudów. Nie jest zbytnio wybredna, ale jej niski wzrost komplikował kilka spraw. Gdy jednak udało nam się coś wybrać zaproponowałem jej obiad w  mojej ulubionej restauracji. Zgodziła się. Ja zamówiłem danie szefa, a ona spaghetti.
- Dlaczego nie chcesz skosztować czegoś innego? Nowego?
- Nowe dania są przerażające, wole zjeść coś co znam. Szczególnie jak jestem głodna. Gdyby mi nie zasmakowało to musiałabym użerać się z tym daniem do końca, co nie byłoby dobre dla mnie, bo po pierwsze była bym głodna a po drugie moje samopoczucie po tak wyczerpujących zakupach byłoby poniżej jakiejkolwiek normy.
Zacząłem się niemiłosiernie śmiać na cała restauracje.
- No co? – zapytała zdziwiona.
- Jesteś niesamowita.

*20.00 *
Po przyjeździe  zaczęliśmy  szykować się na bal. Jej zajęło to dwie godziny, mi  dwie i pół. 
- Dlaczego ty się tak długo szykujesz, halo. Jesteś facetem, to ja powinnam na ciebie czekać.
- Wybacz. Będę musiał się przestawić.
- Czy twoje ex dziewczyny serio ubierały się tak długo?
- No, najczęściej ze trzy, cztery godzinki.
- Boże, pieprzeni celebryci. 
Po tych słowach chwyciłem ją i dałem jej lekkiego klapsa w dupę. 
- Ałaaa.
- Wybacz pieprzeni celebryci lubią bić swoje dziewczyny w dupę.
- Pieprzeni celebryci biorą przykład z Grey’a? – zapytała dławiąc się ze śmiechu.
- No też był pieprzonym bogaczem – powiedziałem stawiając ją znowu na ziemię.
- Też racja.

    Pojechaliśmy do restauracji w której miał znajdować się bal charytatywny. Była to najdroższa restouracja w całym Londynie. Gdy dojechaliśmy było już tam pełno limuzyn i innych aut, które świadczyć mogły o klasie jaka się tu zebrała. W środku znajdowało się pełno moich znajomych, ale dla Vix było to ogromny szok.
- OMG czy to jest… - spojrzała na mnie z wybałuszowanymi oczami.
- Tak Hozier, znasz?
- Yyy nooo .
- Oo patrz Ed tam stoi – zabrałem ją za rękę, by pójść się z nim przywitać.
- Czy on stoi z Samem Smithem!- powiedziała tak głośno, że  obydwoje się obrócili w naszą stronę
- Tak, ale uwierz tutaj każdy się zna i to nie jest nic dziwnego.
- Halo, ja nikogo nie znam i dla mnie to jest dziwne. To tak jakbym była w jakimś pieprzonym śnie-
próbowałem się nie zaśmiać, bo rozumiałem ją. Kiedy wchodziłem w show biznes reagowałem tak samo. Wszystko było dla mnie nowe i niezwykłe. Kiedy widziałem  aktualne gwiazdy muzyki stałem jak wryty i piskliwie mówiłem,, hey’’. 
- Hej. Poznajcie się, Viktoria – Sam.
- Hej – powiedział uśmiechając się do niej.
- Hhhhej – stała jak wryta, ale próbowała zachowywać się naturalnie.
- Szkoda, że znów nie masz tej super sałatki, bo tutaj nie ma tak dobrej jak twoja – powiedział do niej Ed
- Haha, spokojnie dostaniemy się do kuchni to ci zrobię – odpowiedziała mu życzliwie.
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
Po przedstawieniu jej kilku innych artystów oraz aktorów, którzy się tam znajdowali, poszliśmy do naszego stolika.
- Wiesz, że Ed będzie śpiewał?
- Naprawdę?
- Tak.
- Ale super kocham jego głos.
- Sam też. 
- Cudownie. Darmowy koncert.
- Viix.
Zacząłem ją ukratkiem całować, kiedy do naszego stolika dosiadł się Niall z Dianą i Liam z Sofią.
- Hejka – powiedział jak zawsze szczęśliwy Niall.
- Witaj – odpowiedziała mu.
      Kiedy już wszyscy się ze sobą przywitaliśmy, akurat przyszedł prowadzący i wprowadził w nas w cel tego balu. Oczywiście wszyscy z góry wiedzieliśmy po co tu przybyliśmy. Mieliśmy składać się na chore dzieci. Bardzo ten pomysł mi się spodobał. Jako 1D mieliśmy gotowy czek który mieliśmy złoży na ręce organizatora.
  Po jakieś godzinie, po zjedzonej kolacji i wypiciu pierwszych dwóch drinków, na scenę wszedł Ed.
Po krótkim wstępie zaczął grać Thinking out loud.
- Zapraszam teraz wszytkie pary do tańca.
I zaczął grać.
Viktoria się nade mną nachyliła i zapytała: 
- Idziemy?
Spojrzałem się na nią lekko zszokowany.
- Ale ja … ja nie potrafię, przepraszam.
- Daj spokój, ostatnio umiałeś.
- Wiesz, to nie jest dobry pomysł.
Spojrzała się na mnie smutna, ale przytaknęła głową. Rozumiała? Nie wiem.
Minęło jakieś 30 sekund kiedy do naszego stolika przyszedł Ryan.
- Nie ładnie kiedy dama siedzi mając taki niesamowity talent – spojrzał się na mnie, a potem na nią – Skoro pan, panie Styles nie korzysta czy w takim układzie ja mógłbym cię poprosić do tańca – podał jej rękę, a ona zarumieniona spojrzała na mnie.
Co miałem zrobić? Pokiwałem potwierdzająco głową, tym samym zgadzając się by z nim zatańczyła.
Wstała i poszła z nim na parkiet.
Jej każdy ruch idealnie był dopasowany do jego ciała. Razem tworzyli dzieło. Inne pary odsunęły się, by zrobić im miejsce. Na początku zachowywali odstęp pomiędzy sobą, ale w miarę kiedy muzyka nabierała emocjonalnego nastroju przybliżali się do siebie, ale w sposób tak ,,uczuciowy”, jakby byli do siebie stworzeni. Patrzyłem na to co chwilę pijąc następnego shota.  
Niall klepnął mnie w ramie i powiedział:
- Stary. Jesteś idiotą.
- Wiem.
    Liam zabrał Sofię od razu po tym gdy zobaczył co Ryan z nią wyprawiał. 
Ona była zatracona w tańcu. Gdy patrzyło się na nich odnosiło się wrażenie jakby cały świat stanął w miejscu. Przy ich tańcu towarzyszyły wszystkie emocje, a jedną wyłaniającą się była namiętność. Koleś nie miał skrupułów, macał ją po udach, biodrach a ona jak malutki ptaszek chłonęła każdy jego dotyk. Kiedy inni obracali się tylko koło swojego partnera, oni jakby tańczyli walca, albo inny taniec towarzyski. Obracali się wokół siebie, a jego głowa wędrował zbyt często ku jej ustom.
Poczułem wzrok Diany na sobie:
- Mistrzyni.
Niall srogo na nią spojrzał:
- Diana – powiedział przez zaciśnięte zęby. 
- Ale widzisz to. Dwa mistrze w tańcu przepełnionymi takimi emocjami. 
- Diana – powiedział prawie krzycząc.
Spojrzała się na niego, a potem na mnie.
- Przepraszam Harry.
- To nic Diana, to nic – czułem jak do moich palców dopływa mała ilość krwi, bo zbyt mocno trzymałem kieliszek z kolejnym szotem
Niall klepnął mnie w ramię.
- Spokojnie to tylko taniec.
Jasne tylko taniec. Ale bałem się, że z tego tańca będzie coś więcej. Ile razy było tak, że to taniec obudził w partnerach najsilniejsze emocje z których powstał nie jeden romans. A ja bałem się, że ją stracę. Dopiero co ją zdobyłem, a już na mojej drodze musiał pojawić  się kretyn, który od razu by mi ją ukradł. Dla niej musiałem przełamać moją największą nieudolność – taniec.
Dzięki Bogu, piosenki Ed’a nie trwają wiecznie, więc po czterech minutach Ryan, jak prawidziwy genetalmen, odprowadził ją na miejsce.
- Tańczenie z tobą to czyta poezja.
Ona zrumieniona odpowiedziała:
- Dziękuję.
- Ja również – powiedziałem sarkastycznie- To może na piosence Sam’a pójdziemy razem zatańczyć?
- Ale mówiłeś, że nie tańczysz – powiedziała zdziwiona.
- Ludzie zmieniają zdanie Vix, wtedy kiedy widzą jak wiele mogą stracić – powiedział Ryan oddalając się od naszego stolika.
Powędrowała jeszcze za nim wzrokiem, ale natychmiast spojrzała na mnie.
- Naprawdę nie musisz być o niego zazdrosny.
- Nie jestem.
Przewróciła oczami, całując mnie namiętnie.
- Głupek.
W końcu Sam wyszedł na scenę i zaczął śpiewać jeden ze swoich hitów. Zaprosiłem ją na parkiet. Przypomniałem sobie jak mnie uczyła i tak jak w obserwatorium kilka tygodni temu zacząłem się poruszać. Uśmiechnęła się do mnie życzliwie i powiedziała, że świetnie mi idzie. Wiedziałem, że kłamie, ale robiła to w dobrej mierze. Przez całą piosenkę się śmiała, a ja przepraszałem ją  kolejny raz, gdy nadepnąłem ją na nogę. W końcu stanąłem. Przytuliła się do mnie i z tańca towarzyskiego, postawiliśmy na taniec ,,przytulaniec’’.
Miałem wrażenie, że odsapnęła z ulgą kiedy skończyła się piosenka, albo po prostu byłem zbyt bardzo przewrażliwiony.
     Impreza skończyła się o trzeciej nad ranem. Później raczej zmieniła się w dyskotekę, co było o wiele prostsze. Nie spuszczałem jej z oka. Tańczyła albo ze mną albo z Niall’em, naprawdę, świetnie się bawiąc. 
Ryan jakby rozpłynął się w powietrzu. Owszem rozglądała się za nim co było widać. Ale jego nie było. Znikł, ale ja doskonale wiedziałem, że nie znikł z jej życia. On nigdy nie rezygnuje. W dodatku nigdy nie zrezygnował by z niej. Tak delikatnej, utalentowanej i pięknej dziewczyny. Nikt by z niej nie rezygnował.

22 marca, 2015

Nigdy nie sądziłam, że będe do czegoś nominowana, że w ogóle ktoś mnie kojarzy, no ale. Zostałam nominowana do LBA przez http://1dstolikdlaczworga.blogspot.com/ . Dziękuję ;3

1.Co cię natchnęło aby to napisać ?
 
Ciężko powiedzieć. Moja bff czyta tysiące ff i zawsze godzinami mi o nich opowiadała. Więc, pewnego dnia pomyśłam sobie,, Ej ja też ma pomysł" i zwlekałam z tym pół roku, aż w końcu się przemogłam i oto powstaje The Stranger. Oczywiście pomysły przychodziły mi z dnia na dzień.Nie mam do końca wymyślonej fabuły, aczkolwiek zapowiada się.. ( dobra nie powiem Wam XD)


2.Czy ktokolwiek wie o tym blogu ?
Tak, moi przyjaciele i znajomi którzy lubią czytać opowiadania.Moi rodzice również wiedzą, że to piszę i zawsze mi dopingują, gdy mam wene ^^

 
3.Czy czasami zdarza ci się popadać ze skrajności w skrajność ?
Tak, zbyt często.


4.Czy kiedykolwiek zdarzyło ci się zakochać w chłopaku który ma dziewczynę, jest starszy i w ogóle go nie znasz, a jednak ?
Nie.

5.,,Miłość, muzyka, pasja". To motto głównej bohaterki z serialu "Violetta". Jakie jest twoje motto ?

Kiedyś miałam motto, które sama wymyśliłam, ale teraz jakoś nie bardzo. Kocham cytaty Ed Sheerana i Garfield'a ,,Kocham mnie, karm mnie i nie opuszczaj "

6.Fanki, piski, muzyka. Czy kiedykolwiek byłaś na koncercie ?
Tak, na wielu w sumie. Ale ja też stara jestem. Ale mój wymarzony będzie 10.06.2015 w Wiedniu.♥ *w oczekiwaniu na zobaczenie piątki idiotów *

7.Jaka jest twoja największa wpadka z dzieciństwa ?
Powiedzenie do takiego pana, który chyba był z Afryki ?, nie wiem, ale był zcarnoskóry -Muurzynek Bambo. Ale miałam 4 latka XD


8.Jak sądzisz, co takiego jest w Harry'm że kobiety lecą do niego jak mucha do miodu ?
Nie wiem,chyba dołeczki. Albo włosy. Wzrost ? Piękne nogi? Zielone oczy ? Nie wiem, naprawdę ;c Ja lece na Louis'a. True love .♥

9.Ryzyko czasem popłaca. Jaką zrobiłaś najbardziej ryzykowną rzecz ?
Chyba nie należę do ryzykantek, choć pewnie jakieś wydarzenia by się znalazły, ale teraz sobie nic nie przypominam.
10. Czy jest coś w tobie co chciałabyś zmienić tak bardzo że zgodziłabyś się na wszystko ?
Tak. Zdecydowane TAK.

11."-Powiedz biały.-Biały.-A teraz biały,biały, biały.-Biały, biały, biały.-Co pije krowa ?-Mleko.-Nie wodę. " Jakie znasz największe absurdy w swoim życiu ?
Ja jestem największym absurdem w swoim życiu.

Nikogo nie nominuję, bo tak jak mówiłam, ja nie czytam blogów ;x. Oczywiście jeżeli się na coś natknę to od razu przekażę dalej nominację. I dziękuję za tą. 

Postęp jest. Przeczytałam jedno skoncze ff, kto dumny? x
Do zobaczenia w rozdziale 20 x

21 marca, 2015

ROZDZIAŁ 19

Mam nadzieję, że Wam się spodoba. To jets chyba mój fav rozdział :). A Wasz który ? :)

* Z perspektywy Harre’go *

- Wstawaj księżniczko –powiedziałem dusząc śmiech.
Spała tak słodko, że żal było mi ją budzić, ale musiałem. Niespodzianka już na nią czekała.
- Hmm? – powiedziała leciutko przecierając swoje brązowe oczka.
- Wstawaj, pamiętasz dziś czeka na ciebie niespodzianka- powiedziałem siadając na jej łóżku.
- Nie możemy jej przełożyć? – zapytała obracając się na drugi bok i zakrywając kołdrą.
Zacząłem się śmiać. Tak właśnie wyglądałem pięć lat temu. Teraz, dzięki trasom koncertowym, ciągłymi wywiadami nie miałem czasu by spać i mój zegar biologiczny zmienił się o 180 stopni.
- Nie kochanie, nie możemy tego przełożyć. Uwierz mi spodoba ci się bardziej niż łóżko.
- Nic mi  się nie spodoba bardziej niż łóżko– powiedziała ospale obracając się znowu na moja stronę.
- Mam pomysł – nachyliłem się do jej ust. Złożyłem na jej ustach bardzo długi pocałunek, aż w końcu na dobre otworzyła swoje oczy i uśmiechnęła się gdy skończyłem.
- Okey, wstaje!
Zacząłem się śmiać i wyszedłem z pokoju.

*w aucie *
- Dokąd jedziemy?
- Ah, chyba nie myślisz, że ci powiem?
- No tak właśnie myślałam.
- Nie słońce. Możesz iść spać to troszkę zajmie.
- Okey.
Położyła się na moim ramieniu i zasnęła. Mój szofer zawiózł nas na lotnisko . Mieliśmy się znaleźć w najpiękniejszym mieści dla zakochanych. Miałem nadzieję, że nigdy tam nie była i że jako nastolatka biegała w sukienkach i marzyła, by tam kiedyś pojechać z chłopakiem, który będzie kochał ją nad życie.
      Tak myślałem.
Do wczoraj.
Do niespodzianej wizyty jej przyjaciółki. Bardzo mnie zdziwiła zjawiwszy się w drzwiach i nie dając mi wyboru. Więc poszedłem z nią do cichego klubu, wiedziałem, że nikt nas tam nie znajdzie.

*Retrospekcja*
- Wiec  o co z nią chodzi?
- Nie myślisz, że powiem ci jej całą historię życia? Napomknę Ci, reszty musisz dowiedzieć się sam.
- Dobrze – powiedziałem zdziwiony– Więc?
- Ona miała cholernie trudne dzieciństwo. Przepraszam ona nie miała dzieciństwa. Masz w swoim domu tak kruchą osobę, jak szkło. To cud, że ona jeszcze żyje.
- Nie rozumiem?
- Ah – powiedziała biorąc głęboki łyk piwa – Tata Wiki był marynarzem. Niestety przed jej narodzeniem utonął w morzu. Po tym zdarzeniu jej mama totalnie się załamała. Więc Wiki i Kuba nie mieli przez całe życie, ani mamy, ani taty. Tak, dobrze myślisz, Natalia- siostra Wiki, powstała z pijackiego ,,związku”. Chciałabym powiedzieć ci wszystko o jej życiu, jakie piekło przechodziła z dnia na dzień. Ktoś w końcu oświetlił jej życie i następnie zginał..
- Igor..
- Tak Igor. Zapewne powiedziała ci tą historię, że to jej wina?
- Tak.
- Właśnie. Nie wierz jej . I boi się tego samego z tobą.
- To znaczy czego?
- Powiedzieć, że cię kocha. Bo kurwa, kocha cię ponad życie – powiedziała biorąc kolejny łyk piwa
- Skąd ta pewność?
- Człowieku nigdy nie widziałam jej zakochanej. I jeżeli to nie jest to, to ja już nie wiem jak będzie wyglądała zakochana.
- Ale dlaczego się boi?
- Nikt nigdy nie nauczył jej mówić ,,kocham cie”. Rozumiesz? Nie słyszeć tego przez 17 lat? I nagle twój przyjaciel, podobno, a tak naprawdę koleś który tak jak ty, oddałby serce dla niej, w dosłownym znaczeniu, mówi ci ,,kocham cię”? Słyszała to tylko w filmach, które kocha ponad życie, a wyśmiewa  ludzi którzy na nich płaczą – spojrzała na mnie i zaczęła się śmiać- Tak naprawdę to ona też na nich płacze, ale wtedy zawsze mówi, że musi siusiu- wzięła trzeci łyk piwa - Wracając, więc jeżeli dziewczyna pierwszy raz słyszy te słowa, to jak reaguje?
- Boże…
- Tak. Mówiłam, że jej życie to piekło.
- To co mam zrobić by uchylić jej odrobinkę nieba?
- Już to zrobiłeś.
- Nie bardzo.
- Zauważyłeś, nie tnie się.
- Ona się cięła?!
- Nie mów, że nie zauważyłeś – spojrzała na mnie spod kufla- Skubana, chodziła w sweterkach zanim jej się nie zagoiło.
- Dlaczego ona to robi? – zapytałem ściskając swój kufel.
Wstała zapłaciła za siebie, dotknęła mojego ramienia i powiedziała:
 - Bo pragnęła śmierci, dopóki cię nie poznała.

*na lotnisku *
- Jezu Harry, my gdzieś lecimy?
- Tak - powiedziałem biorąc ją za rękę i  szukając blizn o których mówiła Luiza.
- Ej, co robisz? To łaskocze– powiedziała, śmiejąc się.
- Nie mogę doczekać się kiedy tam będziemy, tyle ci muszę powiedzieć-  leciutko pocałowałem ją w policzek.
- Ja też – powiedziała rumieniąc się.

*11.00*
- Chwilka, Harry, czy my …- spojrzała na mnie- Jesteśmy w Paryżu?!
- Tak – zacząłem się śmiać, kiedy widziałem jej szczęście.
Skoczyła na mnie, złapałem ją w swoje ramiona i szepnąłem do ucha.
- Podoba się?
- Harry. Zawsze marzyłam by tu przyjechać.
- Cóż pozwolisz, że od dziś będę spełniał twoje marzenia?
- A co z twoimi?
- Moim marzeniem jesteś ty.
- Twoje marzenia nie mogą opierać się tylko na mnie – powiedziała biorąc moja twarz w ręce
- Dlaczego nie?
- Bo ja nie jestem pępkiem świata.
-Dla mnie jesteś.
Widziałem jak łzy spływają po jej twarzy, ale leciutkie, ledwie zauważalne, zabrałem ja w ręce i delikatnie kołysząc szepnąłem na ucho.
- Kocham cię.
Poczułem jak jej ciało zesztywniało, więc od razu dodałem.
- Spokojnie nic nie mów, jestem tutaj. I mam ze sobą dwóch ochroniarzy – dodałem żartem, by troszkę ją rozluźnić, co mi się udało.
- Naprawdę będą z nami chodzić?
- Przepraszam, ale..
- Rozumiem. Chciałabym o tym z tobą porozmawiać.
- Jasne, chodźmy na jakieś śniadanko.

*w restauracji *
-  Wiec o czym chciałaś pogadać? – zapytałem przegryzając bułkę z jajkiem.
- Chodzi o twojego menagera. Nic mi nie powiedziałeś o jakiś klauzurach.
- Przepraszam, wypadło mi to z głowy. Nie pomyślałem, że możesz o tym nie wiedzieć.
- Ymm, naprawdę? Poczułam się jak kretynka.
- Naprawdę przepraszam. Podpisałaś?
- Ogłupiłeś? Ty też? Czy naprawdę miłość trzeba spisywać na papierze?
- Nie o miłość tu cho…
- Tak wiem o co chodzi. O brak totalnego zaufanie do mnie.
- Nie do końca – powiedziałem odkładając kanapkę.
- Nie podpiszę tego.
- Ale..
- Nawet takim kosztem – powiedziała odwracając sie w stronę wierzy Eiffla, następnie spojrzała na mnie– Nawet  kosztem najprzystojniejszego wolnego faceta roku 2015.
- Ale.. przemyślałaś to?
- Tak. Albo mi zaufasz, albo przepraszam.
- Ale ja ci wierze
- Wiec po co mi inne papierki?
- Masz rację. Ale pojawia się problem twojej prywatności. Wiesz prywatność za prywatność.
- Wiem, przemyślałam to  – spojrzała się na mnie – Jak tego pragną, niech powiedzą co chcą. Nie mam nic do ukrycia, a może komuś moja historia pomoże. Ostrzeże czy coś.
Spojrzałem się na nią i od razu się uśmiechnąłem.
- Opowiesz mi ją?
- Tak.

*Pola Elizejskie *
- Tu będzie okey – powiedziałem
- A fani? – zaczęła się oglądając za siebie
- Spokojnie Jeff i Victor nas chronią.
- No dobrze, więc zacznę. Ale chce byś wiedział, że to nie będzie łatwa historia.
- Domyślam się- ugryzłem się w język, bo obiecałem Luizie, że nie powiem jej o tym co wczoraj zaszło.
- Więc, mój tata był marynarzem. Ale nigdy w życiu go nie widziałam. Umarł zanim się urodziłam. Kuba miał sześć lat. Wyprowadziliśmy się z Gdańska do Krakowa. Babcia tego nie chciała, prosiła moją mamę, żeby została, mówiła że jej pomoże. Ale ona podobno się upierała. Miałam tam całą rodzinę. Nigdy nich nie zobaczyłam. Tą historię opowiedział mi mój brat, który chcąc czy nie chcąc musiał dorosnąć.
Więc wyprowadziliśmy się na drugi koniec Polski. To miało mamie,, pomóc”. Tak naprawdę to stała się pijaczką. Wychował mnie brat. Dosłownie. Na początku w sumie nie było tak źle. Zaczęło się od picia co drugi dzień.  Koszmar zaczął się odkąd skończyłam trzy lata. Kuba miał wtedy dziewięć. Wtedy  na dobre zaczął mnie wychowywać. To on starł się jak najwięcej pieniędzy ukraść mamie, by zrobić nam obiad. Ubierał mnie, uczył  czytać w późniejszym czasie. Wtedy mama zaszła w ciążę z jakimś pijakiem. Wiedzieliśmy, że to będzie totalna porażka. To znaczy Kuba, bo ja bawiłam się lalkami, które ukradł z chińskich sklepów. Wiedział, że będzie miał na głowie dwa razy więcej rzeczy do ogarnięcia. Nie miał czasu na naukę, musiał się zajmować mną. Mama w ciągu 9 miesięcy przestała pić, o dziwo. Co nie oznacza, że zaczęła się nami interesować. Nigdy się nami nie interesowała. Przez pewien czas nawet nie pamiętała naszych imion. Ale kiedy urodziła Natalkę, od razu powróciła od nawyku. Mój brat kradł mleko dla dzieci by ją jakoś karmić. Ale ona ją kochała, naprawdę. Zajmowała się nią. Zawsze ten bobasek był czysty. My dla niej nie istnieliśmy. Mogłam chodzić brudna i mnie nie widziała. Nienawidziła nas, bo przypominaliśmy jej ojca. Oczywiście, że były awantury, nawet kilkakrotnie doszło do rękoczynu, ale kiedy przychodziła pani z opieki społecznej, by sprawdzać stan domu,  było idealnie, stawała na nogi, a nas zamykała w pokoiku.
Kiedy zaczęłam chodzić do szkoły, mój brat był najbardziej znanym kolesiem w szkole razem z Maxem. Robił furorę wśród wszystkich dziewczyn, ale nigdy nie pozwalał mnie dotknąć. Jeżeli przez kogoś płakałam kończyło się to na ogół bardzo źle dla tamtej osoby. I tak właśnie poznała Filipa. Był bratem Max’a. Codziennie chodziłam do niego na obiad, bo w domu i tak nigdy bym tego nie dostała. Max to załatwił. W sumie to mieszkałam u Filipa. Filip bardzo chciał tańczyć, ale powiedział, że beze mnie, nie idzie. Oczywiście nie stać nas było na to, więc mama Filipa z chęcią płaciła mi za zajęcia. Naprawdę, dosłownie tam mieszkałam. U mnie w domu spałam może dwa razy na tydzień? Kuba starał się tam chodzić codziennie, martwił się o Natalkę, czy na pewno mama znów nie przyszła zalana.
Mama Filipa i Max’a próbowała coś zrobić, ale bez skutku. Moja zawsze się wywinęła – spojrzała na mnie i potrząsnęła ramionami– I tak wyglądało moje życie. Ciuchy dostawałam od kuzynek Filipa. Byliśmy nierozłączni. Aż pewnego dnia poznaliśmy Luize . Była mega cichą dziewczyną w przeciwieństwie do mnie. Ja niczego się nie bałam. Miałam wspaniałego brata, który wybroniłby mnie ze wszystkiego. Ona natomiast była cichą okularnicą z której się każdy nabijał. Więc wzięliśmy ją do swojej paczki. Ale, gdy jej mama dowiedziała się o tym od razu wpadła w szał. Wiedziała, że moja mama jest pijaczką. Nie pozwoliła jej się z nami zadawać. Mama Filipa ją uspokajała, tłumaczyła, że to przecież nic złego, że ona się mną zajmuje. Ale nic to nie dało. Luiza miała być nieskazitelna, drobna obracająca się w idealnym towarzystwie. Ale Luiza się zmieniła, już mając osiem lat. Robiła to po kryjomu. Już nikt jej nie dokuczał, kiedy była z nami.
     Złapałem ją za rękę, a ta się uśmiechnęła i kontynuowała :
 - Oczywiście, zapomniałam powiedzieć o Igorze. Na początku prawie w ogóle go nie widziałam, ale któregoś dnia zaczął nam dokuczać. Max to usłyszał i tak go sprał, że chodził cicho przez dwa miesiące.
Max i Kuba robili totalną furorę w mieście. Każdy ich znał. Dosłownie każdy. Dwa motory, piękne dziewczyny, nielegalne zioła. Kuba starał się jakoś zarobić na to, by utrzymać mnie i Natalkę. Bo kiedy ona podrosła, mama również zaczęła ją olewać.
 Filip wkrótce dołączył do tej niesamowitej imprezowej paczki. Druga paczka, którą tworzyli Filip, ja i Luiza, była inna. Siedzieliśmy zawsze na trzepakach, Luiza w bibliotece, a my na tańcach i tam prowadziliśmy swoje życie. Natalka nigdy nie dołączyła do naszej grupy zawsze czuła się lepsza. Nie rozumiała, dlaczego Kuba ją nienawidził, a ja czemu nie mieszkam w domu skoro mam 14 lat!
- Długa ta historia – powiedziałem naprawdę przerażony tym co mówi.
- Poczekaj to nie wszystko. Kiedy miałam 15 lat zaczęłam imprezować, ale tak na mocno. Stałam się taka jak mój brat. Pełno chłopaków dookoła, alkohol, papierosy, nielegalne ziółka. Nagle z szóstek ledwo co zdawałam, ale z tańca nigdy nie zrezygnowałam. Zawsze był na pierwszym miejscu. Dlatego zaszłam tak daleko z Filipem. Luiza się otworzyła. Wszyscy byliśmy w tej samej paczce. Aż stał się dramat. Max jechał motorem, najprawdopodobniej lekko przyćpany i zginał w wypadku. Umarł w szpitalu, nie zdążyli go uratować. Rozbiło się całe towarzystwo. Kuba się uspokoił z imprezowaniem, poszukał prawdziwej pracy. Okazało się, że jest świetnym organizatorem imprez. O ironio. Filip, ja, Luiza i Igor zaczęliśmy się uczyć. To znaczy nie zrezygnowaliśmy z imprez, ale już w mniejszym stopniu, choć Luiza z nas imprezowała najczęściej. Co tydzień widziałeś ją z innym chłopakiem. Oczywiście ja nikogo nie miałam. U mnie to wyglądało tak: ,, nie wiem kim jesteś, chodź przeliżemy się”- spojrzała na mnie i zaczęła się śmiać – Tak, wiem żałosne, ale to był mój bunt. Kuba szybko kupił mieszkanie i tak się wyprowadziłam. Natalka została z mamą, którą kochała ponad życie. Naprawdę do dziś nie wiem dlaczego.
Rok później umarł Igor. Dosłownie rok później- spojrzała się na mnie – Harry wybacz, ale dziś ci nie powiem jak to się stało.
- Nie, jasne kochanie. To co powiedziałaś jest i tak przerażające, podziwiam cie, że jesteś taka silna. Tyle przeżyć, tyle wycierpieć będąc takim małym.
Przytuliłem ją mocno. Ona była tą silną. To ja grałem cieniasa i płaczka przy jej doświadczeniach życiowych.
- Nie chcę się użalać. Nie cierpię mojej mamy. Jej,, zmiana” jest okey, ale nigdy już do niej nie powrócę. Musiałam spać ostatni miesiąc w ,,domu” i to było straszne.
- Ale nie przestała pić?
- Przestała. Poszła na odwyk. Teraz jest naprawdę dobrze. Próbuje wszystko naprawić. Ale dla mnie i Kuby już jest za późno. Wie, że nas straciła.
- To straszne.
- Da się przyzwyczaić.
- Bez dwóch rodziców.
- Mam Kubę.
- Ale to twój brat!
- Brat, tata, matka. Sam słyszałeś. On, Filip i Luiza to wszystko co mam. Od początku.
- Boże Vix – zacząłem ja całować jak tylko mogłem.
Chciałem przelać do jej ust to uczucie, które nagromadziło się we mnie podczas jej monologu. Pragnąłem jej dać wszystko co najlepsze. Pragnąłem być jej pierwszym i ostatnim. Pragnąłem jej. Tu i teraz.
Kiedy skończyłem, zapytała uśmiechnięta:
- Jak tu już jesteśmy … może coś zwiedzimy?
- Oczywiście, cały Paryż jest twój.
Zwiedziliśmy po kolei ,, Wieże Eiffla” ,,Luwr” ,, Plac Inwalidów” ,, Łuk Triumfalny” a potem zjedliśmy w eleganckiej restauracji obiado-kolacje.
Oczywiście nie odbyło się bez zdjęć z fanami i dawaniem autografów. Ale starałem się robić to, na jak najmniejszą skale, by Wiktoria nie miała mi tego za złe. Ale ona się cieszyła, rozmawiała płynie po francusku z dziewczynami, śmiała się i pozowała do zdjęć. Naprawdę mnie to zdziwiło.
- Kontakt z fanami to ty masz- powiedziałem biorąc ją za rękę.
- Wiesz, że znają mnie z konkursów tanecznych? Haha, nie wierzę, że ludzie mnie jeszcze pamiętają.
- Ciężko było by cię zapomnieć.
- Harry!
Byłem szczęśliwy. Szedłem z nią za rękę nie patrząc na cały świat. Nie obchodzili mnie papaprazzi, fanki, które robiły nam zdjęcia, a których ochroniarz usilnie starał się odpędzić. Byłem szczęśliwy, bo miałem obok moje szczęście. Nie ważne, że brzmiało to prostacko i prosto. Tak właśnie było.
- Nie podpisuj tego gówna.
- Hmm? –powiedziała jedząc lody bakaliowe.
- Nie podpisuj tego idiotycznego świstku papieru.
- Naprawdę? Nie będziesz zły?
- Nie. Ufam Ci. To jest najważniejsze. Jeżeli sie kogoś kocha to logiczne, że zaufanie idzie w parze.
- Dziękuje Harry.
Skręciłem w ustronną ścieżkę. Podniosłem ją i dałem na kolana. Odchyliłem jej głowę do tyły, zlizując  z jej ust lody.
- Mmm – powiedziała liżąc loda i od razu  zacząłem się z nią całować.
     Na początku delikatnie mieszając nasze śliny, które aktualnie smakowały lodami balikowymi. Pozwoliłem jej przełknąć lody, które przed chwilą polizała i zacząłem ją energicznie całować. Chciałem by mną zawładnęła, ale ona robiła to i bez mojej pomocy.
To ona trzymała kontrolę nad każdym moim ruchem. Każdym wymruczanym do mnie słowie podczas całowania. Czułem że dłużej tego nie wytrzyma, więc szybko zaprzestałem, pochylając się nad jej szyją.
- Jesteś cudowna.
- Eeee, nie.
- Tak, jesteś cudowna.
Zacząłem całować ją po szyi. Spodobało się jej to. W końcu przyssałem się do kawałka jej skóry i delikatnie, by jej nie bolało zacząłem robić malinkę. Kiedy skończyłem przelizałem jej to miejsce, by uśmierzyć zadany ból. Spojrzałem się w jej oczy.
- Będziesz teraz moją panią Styles’ową ?
Uśmiechnęła się dotykając mojej twarzy.
- Tak, Harry będę twoją dziewczyną.

*w domu *
Przylecieliśmy koło pierwszej nad ranem do domu. Obydwoje opadaliśmy z sił. Pociągnąłem ją za rękę i zaprowadziłem do pokoju.
- Harry, daj spokój. Zostań tu na noc.
Lekko się zdziwiłem, ale moje zmęczenie było tak wielkie, że nie miałem z nią siły dyskutować.
Szybko ściągnęliśmy z siebie ubrania zostając w samej bieliźnie.
- Tylko błagam nie komentuj tego rano – powiedziała obracając się od mnie pupą.
- A mogę teraz?- powiedziałem dotykając jej pośladka.
- Harry, błagam cię jestem padnięta.
- No dobrze– powiedziałem biorąc ją za rękę.
      Mimo zmęczenia nie umiałem zasnąć, coś nie dawało mi spokoju. Choć mocno oddychałem co mogło brzmieć jak jakbym spał, myślałem o niej. O tym jak cudowna jest i ile szczęścia mnie spotkało, gdy wchodziłem do tego metra.
- Wiem, że śpisz Harry. I może nawet dobrze – zamknąłem szybko oczy usłyszawszy jej głos– Chyba nie mam ci tego odwagi powiedzieć w cztery oczy. Jeszcze.
    Wiktoria najwidoczniej też nie umiała zasnąć, ale kiedy byłem tyłem do niej nie zauważyła, że i ja nie śpię.
-  Jesteś najpiękniejszą rzeczą jaka mnie spotkała. Nie wiem komu powinnam dziękować za to metro. I za siostrę directionerkę. I za Igora który chciał dostać się do tej głupiej szkoły aktorskiej. Teraz nie ściskałbyś mojej dłoni i nie obejmował byś mnie kiedy śpisz.A to jest najpiękniejsza rzecz odkąd żyje.
     Starałem się oddychać tak jak robiłem to na początku. Nie chciałem, by domyśliła się, że nie śpię, bałem się, że moje serce mnie zdradzi, bo waliło jak opętane.
- Kocham cię Harry.
Moje serce stanęło.