28 czerwca, 2015

ROZDZIAŁ 23

- Harry, kochanie zejdź na śniadanie.
   Od tamtej nocy minął tydzień. I nie powiem ten tydzień był jak na razie najszczęśliwszym tygodniem w moim życiu. Harry zbuntował się przeciw nagrywaniu 5-tego krążka. No może nie zbuntował, ale ograniczył nagrania do minimum. Całe dnie przebywaliśmy ze sobą. Filip i Luiza przeprowadzili się do Kuby, więc mieliśmy cały dom wolny dla siebie i korzystaliśmy z tego bardzo obficie. 
    Nie byliśmy idealną parą. Pomiędzy obfitym współżyciem, wiele rzeczy nas różniło i dochodziliśmy do tego stopniowo jak bardzo różni jesteśmy. Mieliśmy całkiem inne podejście do życia. I chociaż znaliśmy się ponad miesiąc, a chodziliśmy od niecałych trzech tygodni, byłam szczęśliwa. Choć, co prawda wkurzała mnie jego dokładność i perfekcyjność do każdego stopnia, wiedziałam, że mam coś czego nigdy od życia bym nie oczekiwała. 
   On był tym porządnym robiący dobre wrażenie, chodzącym wśród reflektorów. Idealny. Perfekcyjny. Mógł ukraść gwiazdkę z nieba, jeżeli to byłoby możliwe. A ja? Ja byłam ta cicha, aczkolwiek szalona. Nic do końca nie było w moim przypadku dopasowane. Skryta, tajemnicza. To ja chodziłam jak cień za nim, pomiędzy reflektorami. Ale byliśmy idealni. To znaczy według mnie, nie według prasy. Dokładne wypłakałam 50 godzin czytając kim to ja jestem, by umawiać się z Harrym Styles'em. I choć chłopak robił wszystko co w jego mocy, dobrze wiedzieliśmy, że dziennikarzy nie damy rady opanować. W dodatku nie podpisałam papierka, więc musiałam się z tym uporać. Jedynie jego fani, byli w miarę zadowoleni. Może dlatego, że byłam jedna z tych zwykłych, a nie wielką celebrytką pokazującą nagość w internecie.
      Często wieczorem, kiedy Harry już spał, leżąc na jego ramieniu i wsłuchując się w jego oddech uświadamiałam sobie jakie wielkie szczęście mnie spotkało. I nie chciałam zastanawiać się dlaczego, bo nie było ku temu żadnej podstawy, ale intrygowało mnie to. 
     Chciałam być szczera z nim, ale nie potrafiłam wyjawić mu największego sekretu mojego życia. Po prostu nie potrafiłam. W pełni go kochałam. W końcu kogoś kochałam, ale nawet przyjaciołom o tym nigdy nie mówiłam i nie uważałam, że w tak wczesnym stadium potrafię przekroczyć moją granicę. 
    Idąc dalej, zastanawiałam się czy on ma jakieś tajemnice. Oczywiście, że miał. Nie da się wszystkiego powiedzieć w 21 dni. Wiedziałam, że mnie kocha, a jednak za każdym razem  kiedy powtarzał ,,Kocham cię" moje serce zaczynało szybciej bić, a na moje usta cisło się pytanie,, Naprawdę?". Nie raz chciałam go zapytać,, Dlaczego ty mnie w sumie kochasz?" .Bo dlaczego? Dlatego, że łapałam każdy dzień i nie przejmowałam się niczym, choć to też nie było zupełną prawdą? Dlatego, że miałam w sobie tą radość życia, której on aktualnie potrzebował? Może po prostu pociągał go mój wygląd, choć przecież mógł mieć od groma modelek w jego guście. Każde cisnące się pytanie na moje usta, mogło zniszczyć to co się tworzyło, a doskonale wiedziałam, że nie tylko to zostało. 
  Odległość. Była jak chodzącą śmierć z kosą czekająca na nasz upadek. Oby dwoje milczeliśmy, ale każdy wiedział, że w końcu będzie trzeba poruszyć ten temat. Odległość. Praca. Trasa koncertowa. Moje studia. Moje studia...
- Już jestem słoneczko- powiedział całując mnie namiętnie - Jak tam?
- Zrobiłam ci naleśniki, ale wybacz nie są tak wspaniałe jak twoje - powiedziałam zamyślona, ale szybko uśmiechnęłam się dla nie poznaki.
- Wszystko okey? - powiedział wyraźnie zatroskany.
Okrył. Tak szybko?
- Znasz mnie tak krótko, a już wiesz kiedy coś się stało - zaśmiałam się.
- Już ci mówiłem. Według mnie możesz znać człowieka całe życie, a gówno o nim wiedzieć. I można znać człowieka dość krótko, a znać go na wylot - spojrzał się na mnie. - Oczywiście jesteś tą drugą opcją. A teraz powiedź co się dzieje.
- Nic, zamyśliłam się - spojrzałam na niego nie pewnie - Tak, naprawdę tylko się zamyśliłam.
Przewrócił teatralnie oczami.
- Nie chciałbym byś miała jakieś sekrety przede mną, szczególnie jeżeli one mają cię dręczyć po nocach.
- Ej, nic mnie nie dręczy. Lepiej zjedź tego naleśnika bo będzie mi przykro - powiedziałam i zrobiłam nadąsaną minę.
- No dobrze, dobrze - ugryzł kawałek naleśnika z dżemem- Wiesz poznałem już Filipa, Kubę i Luizę, kiedy poznam twoją siostrę?
Zaczęłam się krztusić sokiem pomarańczowym.
- Moją siostrę?
- No tak. W końcu to siostra, tak.
- Nie, raczej jej nie poznasz.
- Dlaczego?
- Po jaką cholere chcesz ją poznać?
- Mówiłaś, że nas lubi. Mógłbym ją zabrać do studia, na pewno, by się ucieszyła widząc chłopaków.
- Ale ja bym się nie ucieszyła widząc ją tutaj.
- Daj spokój niby dlaczego?
- Boże, Harry mówiłam ci, siostra jest tylko na kartce. Ja jej nie lubię, ona mnie też. Jedyna czułość to była jej błagalna prośba o twój autograf. Koniec kropka.
- Kochasz ją?
Zaczęłam się śmiać.
- Nie.
- Jak można nie kochać swojej siostry?
Spojrzałam na niego.
- Ciężko jest kochać siostrę, skoro nie kocha się matki.
- Toteż dlatego nie proszę cię o spotkanie z twoją mamą.
- Chciałbyś zobaczyć się z moją mamą?
Harry zabrał moją rękę i przyciągnął mnie do siebie.
- Chciałbym poznać każdą część twojego życia. Dawną, jak i teraźniejszą. Naprawdę mi na tobie zależy. I choć wiem, że dla ciebie daty, kalendarze i czas mają znaczenie, to dla mnie nie. Nie obchodzi mnie czy znamy się dwa lata czy trzy tygodnie. Chciałbym cię poznać i zrobię wszystko by znać cię lepiej niż ty sama.
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
- A żeby być fair -dodał.- Jutro jedziemy do mojego rodzinnego domu.
- Ooo. 
- Tak. Poznasz moją mamę i siostrę.
- Siostrę? Masz siostrę?
- Tak, nie mówiłem ci? 
- Nie, nie wspomniałeś. Sorry, nie chciałam googlować twojego imienia w Wikipedii.
- Przepraszam.Wymagam od ciebie szczerości, a sam taki nie jestem. Tak mam starszą siostrę, Gemmę.
- Spoko.
- Przepraszam Vix, ja..
- Daj spokój, nie będziemy kłócić się o taką rzecz - ugryzłam kolejny kawałek naleśnika.
- Mam pytanie - dodał po dłuższej chwili. - Skoro twoja siostra nas lubi, to pewnie siedzi na twitterze, czy gdzieś, to oznacza, że dowiedziała się o nas z fejsa czy innych portali, bo.. nie zadzwoniłaś do niej prawda?
Cholera.
- No nie.
- Nie uważasz, że chociaż to jej się należy. Nie jest już taka mała. Ma szesnaście lat. Powinna wiedzieć. Albo chociaż usłyszeć to z twoich ust.
Wypiłam szybko sok i poszłam odłożyć talerz do zmywarki.
- Dzwoniła do mnie- powiedziałam cicho.
- Co?
-Dzwoniła do mnie. Kilkadziesiąt razy. Wysłała milion wiadomości i nagrała się sześć razy na pocztę głosową.
Harry spojrzał na mnie przerażony, albo raczej rozwścieczony.
- Nie rozumiem cię Vix! Ona ma tylko szesnaście lat! Nie jest winna temu co myśli o twojej matce czy jaka jest. Może nie widzi tego, okey, a może nie chce tego widzieć. Bo dom to jej jedyna oaza. Może ona się boi! Zwyczajnie się boi! Popatrz- powiedział już spokojnie - Kuba wyjechał, boi się, że ty wyjedziesz i co będzie z nią? Kto się nią zajmie? Może faktycznie jest wredną młodszą siostrą, może, ale czy ty kiedykolwiek z nią rozmawiałaś twarzą w twarz? Czy od razu przekreśliłaś ją z powodu innej krwi?
  Spojrzałam na niego lekko przerażona, a z drugiej strony wściekła.
- Dobrze Sherlocku, że tobie wspaniale układa się z siostrą, ale naprawdę nie musisz się wtrącać w nie swoją rodzinę.
   Spojrzał na mnie z jeszcze większą frustracją.
- Bo chcę pomóc!
- Tym bardziej chcesz namieszać, nie pomóc! Było dobrze!
- Było dobrze bo byłaś z dala od domu, co wiązało się, że byłaś z dala od siostry. Nic nie było dobrze.
- Cudownie-wyszłam z kuchni kierując się do mojego pokoju - Teraz tak, btw, dobrze miedzy nami też nie jest!
Weszłam do pokoju i trzasnęłam sarczyście drzwiami.
Dlaczego on chce kierować moim życiem? Dlaczego ma na niego taki duży wpływ?
- Ej, skarbie, mogę wejść?
Nie...
Milczałam. Oczywiście, że mógł wejść, to było jego mieszkanie. Dom. Villa. Cokolwiek to było.
- Przepraszam. Jestem zbyt porywczy?
Zaczęłam się śmiać.
- Porywczy? Ty jesteś spokojny jak baranek, dlatego mnie to tak wkurza-spojrzałam na niego - Ja jestem porywcza.
- Kocham to w tobie - przysunął się bliżej mnie- Nie przejmujesz się opinią innych, brniesz dalej w to co sobie założysz, ale kochanie naprawdę, chciałbym byś miała lepszy kontakt ze swoją rodziną- zasłonił palcem moje usta, bo już chciałam coś powiedzieć - Wiem, że nie mam do tego prawa i zawsze chce więcej niż powinienem mieć. Chcę żeby w życiu każdego człowieka wszystko było idealnie. Bez żadnych kłótni i bolesnej przeszłości. Jesteś totalnym przeciwieństwem mojego postrzegania świata. Uczę się obalać stereotypy.
- Wychodzi ci to dość...- szukałam odpowiedniego słowa- Nieźle. Zadzwonię do niej. 
Harry mnie pocałował.
- Tylko zadzwonię, nie będę jej tu zapraszać, rozumiesz?
- Jasne, ale to już coś - wstał i wyszedł z pokoju - Nie będę wam przeszkadzać, ale potem z chęcią ci to wynagrodzę.
Uśmiechnęłam się. Wiedział dokładnie jak mnie udobruchać.
No dobra to tylko jeden telefon. Jeden...
- Hej..
- Vix! Naprawdę! Naprawdę jesteś z Harrym Styles'em? Tym Harrym z One Direction? Błagam powiedź coś!
- Jak mam coś powiedzieć skoro nawet nie dasz mi dojść do głosu ... - wzięłam głęboki oddech - Tak jestem dokładnie z tym facetem.
- Ale jak! Jak to się stało?
- Pamiętasz jak... 
Gadałam z nią dobre 10 minut opowiadając po kolei jak się poznaliśmy, a na końcu mojej opowieści dodałam :
- Przepraszam, że ci nic nie powiedziałam wcześniej, ale..
- Daj spokój. Wiem czemu. Dziękuję, że zadzwoniłaś. Wiesz, że teraz wszyscy się pytają o ciebie u nas! Wszyscy wskazuje na  mnie palcami! A koleżanki są takie zazdrosne! Myślisz, że kiedyś go zobaczę? I resztę chłopków? Myślisz, że będę mogła pójść na ich koncert? Zrobić sobie z nimi zdjęcie?
- Tak, myślę, że tak - powiedziałam uśmiechając się w głębi ducha- Kiedyś tak.
- To cudownie! Moja siostra ma takiego cudownego chłopaka!
- Przepraszam, ale muszę kończyć...
- Jasne rozumiem! Idź do tego najprzystojniejszego faceta na świecie!
- Ej, młoda damo nie zapędzaj się! Przypominam, że on jest mój.
- Wiem wiem, papa.
Uśmiechnęłam się i odłożyłam telefon. Harry wszedł do pokoju.
- I jak?
- Powiedziała, że mam iść do najprzystojniejszego faceta na ziemi.
- No to chodź.
- Ej, to według niej jesteś najprzystojniejszy.
- No dzięki! -podszedł do mnie i objął mnie w pasie - Pamiętasz miałem coś ci wynagrodzić...
- Harry nie wszystko da się rozwiązać seksem - przewróciłam  oczami
- Wiem, ale mogę próbować.
Zaczęłam się śmiać. Wyczuł idealnie ten moment łapiąc mnie za szyję i całując namiętnie. Opadłam bezwiednie na łóżko poddając się jego pocałunkom. 
- To ja jestem zbyt ustępliwa.
- Tak przyznaje rację..
Dotykałam jego kręconych włosów które zdecydowanie były zbyt za długie jak na mój gust, a on powoli schodził na dół bawiąc się moimi sutkami, delikatnie, ale namiętnie.
Szybko ściągnęłam jego koszulę co nie było specjalnie trudne, bo już była w połowie rozpięta. Próbował dobrać się do mojej spódniczki, ale sama ją ściągnęłam.
- Szybko - uśmiechnął się Harry - Śpieszy nam się gdzieś?- zapytał łagodnie torturując moje piersi językiem.
- Tak- jękłam.
- Gdzie?- zapytał schodząc na dół.
- No twoje przyjęcie! Dziś jest 10 sierpnia! 
- Jakie przyjęcie?- powiedział dobierając się do moich majtek.
- Nie mam pojęcia jakie! Wiem tylko, że powiedziałeś, że musimy o nim pamiętać.
Zacisnęłam dłonie na jego białym prześcieradle, a on jakby nigdy nic zajęty był sprawianiem mi słodkich udręk językiem.
- Kurwa Harry!
- Już spokojnie... chwila próbuje sobie przypomnieć.
- Nie o to chodziło - uśmiechnęłam się do niego...
- Która jest godzina?
Spojrzałam szybko na zegarek.
- 14.00
- Faktycznie musimy się pośpieszyć- uśmiechnął się, wzruszając ramionami.
- O której ma być ten driver?
- Za 5 minut- uśmiechnął się.
- Zabije cię.
- Dokończymy to okey?
- OKEY? Harry please, to jest okropne!
- Weź sukienkę i kosmetyki do ręki przebierzemy się w studiu!
- Nienawidzę cie!
    Dojechaliśmy do jego studia.Chłopcy już na nas czekali.
- Co takiego robiliście, że nie zdążyliście się przebrać?- zapytał Louis.
- Naleśniki!
- Porządki!
Spojrzałam na Harr'ego i powiedziałam bezszelestnie,,Zabije cię".
Louis zaczął się śmiać. 
- No cóż, każda para TO inaczej nazywa, dobra przebierajcie się i wsiadajcie do auta, mamy  dwie godziny drogi.

* na bankiecie*
- A więc okey. Z jakiej to jest okazji? - zapytałam Harr'ego, dalej będąc na niego zła za wyprowadzenie mnie z dość przyjemnej ekstazy.
- Moja menadżerka ma urodziny, to jedna okoliczność. Ale po prostu to spotkanie wiesz, pokaż jaki jesteś fajny.
- Czyli wydawanie kasy na alko, dziwki i piękne modelki?
Louis się zaczął śmiać.
- Przynajmniej ty masz ich dość. Szkoda, że nie dają też przystojnych mężczyzn.
Chcąc czy nie chcąc zaczęłam się śmiać.
- Z idealnymi dupami.
Harry się spojrzał na nas z niedowierzaniem.
- Serio? Co masz do mojej dupy? - zapytał całkiem poważnie.
- Nic- powiedziałam przerażona.- To znaczy..
- Tak?
- Louis ma lepszą- uśmiechnęłam się do niego.
- Zaczynam ją naprawdę lubić. Polki to mają jednak gust- powiedział klepiąc się w dupę i odszedł.
Harry nachylił się nade mną.
- Możemy dokończyć co zacząłem
- Kuszące.
- Harry! Tu jesteś! -podeszła do niego piękna wysoka, szczupła blondynka. Miała na sobie piękną niebieską sukienkę, która idealnie przylegała do jej idealnego ciała.
Podeszła do Harr'ego cmokając go w policzek i zostawiając na jego policzku odcisk czerwonej szminki. Podeszła zbyt blisko i zbyt nachalnie.
- Poznaj, to jest moja menadżerka Elizabeth. Elizabeth to moja dziewczyna - Viktoria.
   Dobrze, że to dodałeś.
- O, miło cię poznać w końcu. Tyle o tobie słyszałam.
   O tak? a ja o tobie nic..
- Naprawdę, no cóż Harry mi o tobie nie wspominał.
- Ah, ten zabiegany chłopak, nie ma czasu nawet powiedzieć o swojej przyjaciółce, doradczyni mentalnej, ah Harry- powiedziała dotykając jego kręconych włosów.
- Harry chodź, musisz się pokazać.
Spojrzał przepraszająco i odszedł z tą wredną lafiryndą.
Nie, nie byłam zazdrosna. Co za typ!
Wiedziałam jedno, seksu dziś nie będzie.
- Hej Vix!
- Ed, jak dobrze cię wiedzeć!
- Gdzie Harry?
- Chciałabym to wiedzieć.
Spojrzał na mnie nic nie rozumiejąc.
- Porwała go piękna blondynka. Szczupła blondynka. Wpływowa blondynka? W każdym bądź razie zbyt ładna.
- W takim razie pozwól, że też cię porwę. Co prawda nie jestem kolesiem z sześciopakiem, ale mam sześciopak.
Spojrzałam na niego nic nie rozumiejąc.
- Wódkę mam.
Zaczęłam się śmiać.
- Wchodzę w to, mentorze.
Pocałował mnie w czoło i poprowadził mnie do małej sali.
    I tak minęła mi większość czasu.Piłam z Edem i poznałam tysiąc nowych ludzi, których zapewne jutro miałam już nie rozpoznać.
     Poczułam, że muszę wyjść na balkon się przewietrzyć. Nadmiar alkoholu w głowie i smutku wywołanego przez tą blondynkę nie dawał mi spokoju. Dlaczego on mnie nie szukał? Dlaczego mnie nie znalazł? Co oni robili?
    Weszłam na balkon i poczułam chłodny powiew powietrza. Właśnie tego mi było potrzeba.
- Uciekasz od tego gwaru? - usłyszałam głos za mną.
- Raczej od samej siebie- odpowiedziałam po cichu.
- Kiedy wejdziesz w to gówno, nie potrafisz już tak przejrzyście zobaczyć siebie.
Obróciłam się do cienia za mną.
To był Louis.
Uśmiechnęłam się.
- Nie weszłam w to - odpowiedziałam.
- Jesteś z Harry'm, to tak jakbyś była już częścią jego życia. A to jest cześć jego życia - pokazał na parkiet w którym było zbyt dużo pięknych kobiet, alkohol lał się po kątach, a sala była pełna ryków i grubych ryb.
- W sumie to nie wiem czy z nim jeszcze jestem.
Przewrócił oczami wyciągając papierosa.
- Ta Elizabeth, to wredna suka, nie rozumiem jak ten debil z nią wytrzymuje.
Zaczęłam naprawdę go lubić.
- Mogę jednego? - pokazałam na papierosa.
- Palisz? - zapytał zdziwiony.
Potrząsnęłam ramionami.
- Harry nie musi wszystkiego wiedzieć- wysłałam do niego oczko.
- Naprawdę coraz bardziej cię lubię.
- Wyobraź sobie, że ja ciebie też - powiedziałam wyciągając Marboro.
Usłyszałam piękną wolną piosenkę i spojrzałam na parkiet.
    Harry tańczył z piękna blondynką. Wolny taniec. Do miłosnej piosenki. Obydwoje pijani. Ona klejąca się do jego rozbudowanych ramion. Zdecydowanie zbyt blisko. A on obejmujący ją w tali. Zdecydowanie za nisko.
- Nie przejmuj się. On cię kocha.
- Skąd ty to wiesz?
- Słuchanie o tym jaka wspaniała jesteś, dziennie, robi się naprawdę nudne.
Uśmiechnęłam się.
- Wspominał coś o niej? - chciałam zmienić temat.
- Słuchaj, wiem, że to teraz wygląda jak wygląda, ale jemu naprawdę na tobie zależy. Mam wręcz wrażenie, że nigdy mu tak nie zależało, a naprawdę był w dłuższych i poważniejszych związkach.
- Nie wątpię, ale on jest taki...
- Ta, wiem, co chcesz powiedzieć.
- Czyżby? - uśmiechnęłam się, wyrzucając papierosa.
- Wiesz co, mam coraz większe wrażenie, że on ma racje...ty jesteś niezwykła. Całkiem inna od dziewczyn jakie do tej pory poznaliśmy. Śpiewasz, tańczysz, a przy tym jesteś taka skromna. Podobno masz daremną przeszłość, a mimo to żyjesz z dnia na dzień. Sprawiłaś, że ten koleś, mój najlepszy kumpel, zmienia się nie do poznania. W końcu nie jest takim sztywniakiem, a zaczyna coś wynosić z życia. Otworzyłaś go. Zmieniasz go. Cieszę się ze trafił na ciebie.
Zatkało mnie. Podszedł do mnie bliżej.
- I choć ty tak nie uważasz, jesteś piękna. Ładniejsza od tej blondynki.
     Spojrzałam w jej kierunku, natomiast Louis w tym czasie objął moje włosy i nim się spostrzegłam, pocałował mnie delikatnie i powoli odrywając swoje usta od moich. Na końcu przygryzł moją wargę siarczyście.
Nachylił się do mojego ucha i powiedział:
- I tylko dla ciebie mógłbym zmienić moją tożsamość seksualną.
     Odszedł. Jeszcze przez chwilę słychać było jak śmiał się głośno i krzyczał, wołając o dodatkową porcje najdroższego whisky na świecie.
Ja zostałam na balkonie.
Z otwartą buzią.
Próbując to wszystko połączyć.

23 czerwca, 2015

ROZDZIAŁ 22

hej słoneczka xx
   Na początku chciałam przeprosić za tak długo nieobecność. Miałam 18stkę, wymianę, potem chorowałam a w między czasie jeszcze byłam na koncercie naszych chłopaków. Ale już się zbieram i Was też proszę o pomoc ! Proszę o mobilizacje przez komentarze, oki ? Liczę na 5 komentarzy, na dobry porządek. 5 komentarzy- nowy rozdział ! 

UWAGA : W ROZDZIALE WYSTĘPUJĄ SCENY EROTYCZNE 


Zamknęłam oczy i nie mogłam w to uwierzyć. Złapałam za rękę Filipa. Harry zaczął śpiewać.
( piosenka James Morrison ,,You give me something”)
,,Chcesz zostać ze mną rano
Tylko obejmujesz mnie, kiedy śpię
Zmierzałem stąpać po wodzie
Teraz zmierzam w głębiny
Wobec każdej cząstki mnie, która cię pragnie
Cała reszta ustępuje

Bo dajesz mi coś
Co mnie przeraża, no dobra
To może być nic
Ale jestem skłonny spróbować
Proszę, daj mi coś
Ponieważ pewnego dnia wreszcie poznam swoje serce

Czekałaś całe godziny 
By po prostu spędzić ze mną trochę czasu
I mogę przyznać, że nigdy nie kupiłem ci kwiatów
Nie mogę rozpracować ich znaczenia
Nigdy nie myślałem, że kogoś pokocham
Ktoś inny o tym marzył

Bo dajesz mi coś 
Co mnie przeraża, no dobra
To może być nic
Ale jestem skłonny spróbować
Proszę, daj mi coś
Ponieważ pewnego dnia wreszcie poznam swoje serce

Ale to mogło być sekundę za późno
i słowa których nigdy nie wypowiedziałem
I tak wyjdą na jaw 

Proszę daj mi coś
Ponieważ pewnego dnia 
wreszcie poznam swoje serce’’

    Przytuliłam się do Filipa.Objął mnie i powiedział:
- To było coś. Teraz musisz iść do niego.
Spojrzałam się na niego z niedowierzaniem.
- On ma przechlapane … jak pokaże się z nim publicznie to…
-To ludzie zobaczą jaką mam piękną dziewczynę.
Obróciłam się gwałtownie i zobaczyłam Harr'ego. Wyglądał okropnie. Trzymał gitarę w lewej ręce i tylko patrzył na mnie spojrzeniem, którego do tej pory nie widziałam. Był przerażony i smutny. Nie wiedział co ma zrobić. Ja też nie wiedziałam jak mam się zachować. Każdy patrzył się tylko na nas. Każdy wzrok był skierowany na NAS. Pierwszy raz tak dobitnie. Nie lubiłam być w centrum uwagi, natomiast dla niego była to codzienność.
- Teraz powinnaś na niego wskoczyć i go pocałować - powiedział mi na ucho Filip.
Powinnam, ale nigdy nie robię tego co powinnam zrobić. 
- Musimy pogadać -  powiedziałam do Harr'ego i szarpnęłam go za rękaw.
Był zdziwiony takim obrotem spraw. Właśnie wyśpiewał mi miłosną piosenkę napisaną dla mnie. Myślę, że 3/4 dziewczyn marzyło o kimś takim. Ja byłam w tej 1/4 .
   Zaciągnęłam go na tył klubu. Wiedziałam, że mamy góra 10 minut bo zaraz zbiorą się dziennikarze. Wiedziałam również, że to będzie kluczowe 10 minut w całej tej grze między nami.
- Ja... - zaczął
- Zamknij się. - odpowiedziałam szybko
Był zaskoczony. Nic dziwnego. To ja musiałam grać pierwsze skrzypce.
- Dobrze wiesz co jutro się będzie działo. To już nie będą plotki, ale potwierdzone przez ciebie informacje. Jesteś pewny, że tego chcesz?
- Dlaczego nie? Kocham cię Wiktoria, tak uciekałem przed tą odpowiedzialnością, bo się bałem ale teraz już nie.
- Czego się bałeś?
- Że rozpadnie się to szybciej niż się zaczęło. Co z późniejszą odległością? I z tym wszystkim ...
- Przestrzenią między tobą a mną. Twoją sławą i moją ...- szukałam słowa - szarością.
- To nie tak...
- Cicho doskonale wiemy, że tak. Ale co się zmieniło w ciągu tygodnia?
- Doszedłem do wniosku, że za bardzo martwię się o przyszłość zamiast patrzeć na ,,tu i teraz".
Wybuchnęłam śmiechem.
- No co? -zapytał zdziwiony.
- Ja się martwię przeszłością zamiast patrzeć na TU i TERAZ.
- Idealnie się dobraliście, a teraz spadamy bo was zgniotą - powiedział Filip, który jak się okazało stał za nami.
- Co ty tu...- krzyknęłam.
- Ktoś was musiał chronić. Transport z drugiej strony. Chodźcie . Pełno tu już dziennikarzy czy takich tam podobnych.
Spojrzałam na Harre'go, złapałam go za rękę i szepnęłam mu w ucho ,, let's go'' , jego zielone oczy błysły i łapiąc mnie mocniej za rękę odpowiedział,, together".
  Biegliśmy razem do auta. Ja, Harry, Filip, Kuba i Luiza . Śmialiśmy się z paparazzi, którzy za wszelką cenę chcieli nam cykać zdjęcia. Nie liczyło się nic, chodź doskonale zdawaliśmy sobie sprawę, że jutro poniesiemy tego konsekwencje. Ale czy smak zwycięstwa nie smakuje lepiej niż smak spodziewanego ataku? Bo co niby nam mogli zrobić? Zniszczyć mnie? Nas? Byliśmy na to przygotowani. Nie mieliśmy planu na przyszłości, ale czy on był potrzebny? Teraz. Tu i teraz musieliśmy zawalczyć o siebie i uratować dopiero co zaczęte. 
  Nagle zaczęło padać. Nie padać, lać. Anglia pokazała nam swoje oblicze. Słyszałam tylko ich śmiechy i odjeżdżające za nami papparazi. Kocham deszcz, miał w sobie tą magiczną zdolność oczyszczania ziemi, dnia czy ludzi. Potrafił dobić człowieka, ale też sprawić, by poczuł życie. Czyli to co kochałam.
- Stój!
Wszyscy spojrzeli na mnie.
- Coś się stało? 
- Źle się czujesz?
Miałam gdzieś ich pytania. Powiedziałam do kierowcy:
- Zjedź na tą uliczkę dobrze?
- Co jest? - zapytał  Harry. 
- Zatańczymy? 
- Ale .. ty.. deszcz..  - powiedział plątając się w swoich usprawiedliwieniach.
- Wstań i chodź. Muzykę sam możesz sobie wyobrazić.
  Na początku było ciężko. Nasze kroki plątały się . Każdy miał inna piosenkę w swoich uszach. Każdy z nas inaczej odczuwał londyński klimat.Wiedziałam, że moi przyjaciele to rozumieją, ba nawet się nie zdziwili. Rozumieją moje dziwne zachowania. 
- Po prostu wsłuchaj się w deszcz - powiedziałam cicho.
- Vix leje, chodź przeziębisz się. Naprawdę leje. Burza..
- Wsłuchaj się.
    Podniósł mnie a ja przytuliłam się do jego mokrej koszuli. Zrobiłam obrót i następny. Nasze mokre koszulki przylegały do naszych mokrych ciał, a my poruszaliśmy się w rytm padającej na nas ulewy.
- Niebo nam się buntuje - odparł. 
- Więc i mi się zbuntujmy - objęłam go wokół szyi i zaczęłam go całować. 
- Na to nie byłem przygotowany - powiedział lekko wstrząśnięty całym tym zdarzeniem
- A jesteś na to bym dziś spała u ciebie?
Spojrzał na mnie przerażony.
- Nie musisz mi niczego udowadniać, ja.. ja będę czekał na ciebie.
- Niczego ci nie chce udowadniać, po prostu chcę.
- You give me something .
- Let's go together.
- Dobra zakochańce, ale chodźcie do auta, bo wyglądacie jak jakieś kaczki - krzyknął Filip.
  Pobiegliśmy do nich, a dalsza drogę przespałam w objęciach Harr'ego .
    I stało się. Byłam w pokoju Harr'ego razem z nim i tak, zamierzałam się z nim przespać. Pomijając fakt, że to był HARRY STYLES, musiał coś jeszcze wiedzieć.
- Zanim , yhm.. - spojrzałam na niego. - Zanim my, ymm - pokazałam na łóżko jąkając się.
Harry patrzył na mnie z rozbawieniem.
- Tak wiem o co ci chodzi Vix.
- No właśnie to musisz coś wiedzieć...
- Tylko błagam nie mów, że masz jakieś dziwne fetysze - spojrzał na mnie błagalnie
Spojrzałam się na niego przerażona.
- Nie! Nie, ja ymm nigdy ten ymm tego.
- Czekaj co? Nie czaje ..
- No ja nigdy ... no jestem - odkaszlnęłam. - Dziewicą.
Spojrzał się na mnie przerażony.
- Głuptasie mogłaś mi powiedzieć, jejku za bardzo na ciebie naciskałem, gdybym wiedział! Viki musisz mi mówić o tak ważnych rzeczach!
- To są aż tak ważne rzeczy?
- No raczej! Nie Viki nie musimy dzisiaj tego robić naprawdę.
- Ale ja chcę! Serio,tylko..
- Tylko się boisz. To normalne. Naprawdę wolałbym żeby było idealnie, a nie na szybko.
- Nikt nie każe nam się śpieszyć - powiedział dotykając jego mokrego ciała.
 Pochylił się nade mną i przytulił mnie do siebie.
- Na pewno?
No cóż pewna nie byłam. Ale skąd miałam wiedzieć kiedy była odpowiednia chwila na COŚ TAKIEGO.
- Na pewno.
    Ściągnął moją przemoczoną koszulkę, więc i jak zrobiłam to samo,ale najpierw musiałam stanąć na jego łóżko, co go rozbawiło, ja tylko się uśmiechnęłam, bo nie byłam do końca pewna jak mam się zachowywać.
-Spokojnie Viki, wyluzuj się. 
Tak też zrobiłam.
    Przytuliłam się do jego zimnego ciała i zaczęłam go całować tak sarczyście jak tylko było to możliwe. Opadłam bezwiednie na łóżko pod wpływem jego przechylenia podczas pocałunków. Schylił się do mojej szyi i delikatnie zaczął robić mi malinkę, by uśmierzyć ból całował moje znamię. Powoli zszedł na dół, aż znalazł się tuż nad stanikiem. Zanim jednak przesunął prawe ramiączko spojrzał się na mnie. Byłam gotowa na cokolwiek co miało mnie czekać. Pokiwałam mu głową. Delikatnie i to w dodatku z pełną sprawnością ściągnął mi stanik i zaczął delikatnie całować moja prawa pierś. Poczułam przypływ czegoś do tej pory nieokreślonego. Było mi coraz cieplej, a on, jakby na złość, widząc co zaczyna się ze mną dziać, całował mnie jeszcze namiętniej, delikatnie ściskając moją lewa pierś.
- Harry, proszę - szepnęłam 
Uśmiechnął się, nie przerywając:
- O co mnie prosisz? 
Nie byłam mu w stanie na to odpowiedzieć. Starałam się zabrać oddech, ale zamiast tego tylko cicho jęknęłam. Nie byłam w stanie dłużej tego wytrzymać. Pot przebiegł mi po całej długości pleców. Pragnęłam go bardziej niż wcześniej .
     Jego palce zeszły na dół przerywać te erotyczne tortury.
- Będę delikatny, kochanie.
Uniosłam lekko biodra, by mógł ściągnąć moją spódniczkę.Całował mnie w brzuch, zniżał się coraz bardziej. Czułam, że jest coraz bliżej, aż w końcu jego język zaczął mnie pieścić. Wzięłam głęboko oddech. Poczułam nagły przypływ gorąca. Moje policzki płonęły, a moje ciało zaczęło drgać.
- Ha...Harry.
- Cii - powiedział przerywając. - Cii - powtórzył wracając do wcześniejszego zajęcia.
Jękłam. Moje ciało nie było przyzwyczaje do tego rodzaju przyjemności. Dotknęłam jego ramienia, by mieć podparcie. Nie umiałam się na niego patrzeć, zbyt bardzo pochłonięta byłam przyswajaniem tego nowego doświadczenia.
     Nie byłam w stanie opanować jęków wydobywających się z moich suchych ust. Nagle moje nogi zaczęły się bezwładnie spinać i w tym momencie Harry przestał. Pocałował mnie namiętnie w usta przechodząc do szyi, wodząc dłońmi po moim ciele. Oddawałam się w pełni jego pieszczotom. W pewnym momencie poczułam jak jego palce delikatnie wchodzą we mnie, a ja mimowolnie głośno jęknęłam. Spojrzał mi głęboko w oczy, pocałował delikatnie w usta, nie przerywając tego co robił. W tamtym momencie wiedziałam, że pragnę tylko jego. Moja ręka sama powędrowała do jego twardej już męskości .Z jego gardła wydobył się cichy jęk pełen zadowolenia.
- Vix..
Nie byłam dokładnie pewna do jakiego stopnia mam się posunąć.Nigdy wcześniej  nie posunęłam się do tego stopnia z żadnym chłopakiem.  Postanowiłam jednak zaufać swojej intuicji. Rozpięłam jego rozporek i powoli dotknęłam jego członka. Spojrzałam na niego, ale on leżał z zamkniętymi oczami przygryzając zębami swoje wargi. Jego klatka unosiła się coraz bardziej do góry przy moim kolejnym dotyku. 
- Kurwa, Viki, proszę..
Zrozumiałam, że mam przestać. Nagle zerwał się i obrócił mnie na drugą stronę. 
- Będę delikatny, obiecuję.
     Nie musiał mi tego mówić. Ufałam mu . Rozsunął moje uda i ściągnął ze mnie ostatnia rzecz na moim ciele. Delikatnie opuszkiem palców dotknął mojej łechtaczki i powoli wsuwał go głębiej. Odchyliłam głowę, by złapać oddech. Złapał moją rękę by dodać mi odwagi. Całując mnie w szyje, wkładał i wyjmował swój palec jeszcze bardziej popychając go do przodu. Brakowało mi powietrza. Wszystkie te doznania skumulowały się naraz, a mój oddech... już nad tym nie panowałam. Nagle wyciągnął palec.Czułam nad sobą jego przyśpieszony oddech.
- Na pewno tego chcesz skarbie? 
Kiwnęłam głową na zgodę, nie musiał mówić nic więcej, chcieliśmy tego samego. Ufałam mu i wiedziałam, że wszystko będzie dobrze. Poczułam jak powoli i ostrożnie wchodzi we mnie. Przymknęłam oczy. Delikatnymi ruchami bioder był we mnie coraz głębiej. Spojrzał na mnie przed swoim następnym ruchem. Byłam gotowa. Delikatnie dotknął mojego ciała i przysunął się do mnie. 
Jękłam. Bardzo głośno. Nie z bólu, co ze strachu. Ale było po wszystkim.
- Boli? - szepnął cicho w ucho
- Nie - powiedziałam zgodnie z prawdą.
Poruszał się tak jeszcze trochę, a moje ciało chłonęło każdy jego ruch. Trzymał mnie za rękę przez cały czas. Nasze dawniej mokre ciała zmieniły się w gorące organizmy. Czułam tylko coraz głośniejszy oddech Harr'ego na sobie. Nie wiedziałam nic, byłam zbyt pochłonięta utrzymaniem oddechu.
- Viktoria!
 Mój oddech powolutku się uspokajał, a Harry objął mnie swoim silnym ramieniem. Poczułam, że jego serce bije dwa razy mocniej od mojego.
- Wszystko w porządku? - zapytał po dłuższej chwili nadal próbując opanować oddech.
Spojrzałam się na niego, ale nic nie odpowiedziałam, przybliżyłam się do jego ucha.
- Cieszę się, że to ty byłeś moim pierwszym.
Uśmiechnął się i zamykając oczy odpowiedział:
- You gave me something.

03 maja, 2015

ROZDZIAŁ 21

     Samotność otulona pomiędzy imprezami. Tak właśnie wygląda życie dziewczyny celebryty. Harry chodził dziennie do studia na ostatnie,, poprawki płyty” w dodatku musieli zacząć ją promować co powodowało, że widziałam go  tylko wieczorem. Oczywiście przepraszam, ale czy ja miałam prawo być na niego zła? Sama chodziłam na zajęcia do Ryan’a co oczywiści nie odbyło się bez zbędnego komentowania i ogromnej zazdrości Harr’ego. Był cholernie zazdrosny. Naprawdę. I choć większość dziewczyn cieszyłaby się na moim miejscu – to nie ja. Wkurzało mnie, że ciągle podejrzewał mnie o jakiś romans, albo uciekanie przed nim. Ja tylko uciekłam przed samotnością, ale on jakby tego nie rozumiał. Oprócz tego było wspaniale. Udało mu się przez ten tydzień uciec raz z pracy, dzięki czemu mogliśmy spędzić go w Dunkierce we Francji. Naprawdę było w porządku, ale co miało się zepsuć skoro i tak widzieliśmy się kilka godzin dziennie? Nie miałam mu za złe, żeby było jasne. Ja po prostu potrzebowałam go przy sobie, ale wiedziałam również, że ma swoje życie z którego nie może zrezygnować.
    Ale dałam radę. Przetrwałam ten tydzień. Czekałam na ten piąty sierpnia, czas dłużył się niemiłosiernie. Czekałam na Filipa, Kubę i Luize. W końcu nie będę samotna. 
   Jak wstałam oczywiście Harry już był w studiu, co w ogóle mnie nie zdziwiło, ale tym razem miałam ważniejsze sprawy na głowie. Postanowiłam, że do niego zadzwonię i przypomnę mu o tej cudownej dacie.
- Hej Haz – powiedziałam podekscytowana.
- Hej słońce. Szybko wstałaś – powiedział zdziwiony.
- No nie ma się czemu dziwić. Spójrz na datę.
- No piąty sierpnia.
- No…
- No za trzy tygodnie wychodzi płyta i zaczyna się ostra jazda.
Zamilkłam. Zawsze wszystko sprowadzało się do jego pracy.
- No cóż, tym razem nie chodzi, kotku, o twoją CUDOWNĄ pracę – odpowiedziałam sarkastycznie.
- Coś nie tak?
- Tak. Z twoją pamięcią.
- Czekaj – zrobił krótką przerwę– Piąty sierpnia!  Twoi przyjaciele przyjeżdżają.
- No brawo.
- Przepraszam mam ...
- Taki natłok w pracy, że nie pamiętam.
- Viki..
- Będziesz szybciej rozumiem?
- Dobrze wiesz, że ..
- Nie mogę.
- Vix… czekaj.
        Wyłączyłam się. To nie miało sensu. Praca. Ja. Nie odwrotna kolejność. Strasznie ich męczyli. To było nie do zniesienia. Kłaść się bez niego, albo czekać do później godziny, by na chwilę go zobaczyć. Wstawanie bez jego porannych pocałunków w szyję.
     Rozmawiałam na ten temat z Dianą. U niej sytuacja 
nie wyglądała podobnie, co  mnie zdziwiło. Niall bardziej się starał. Zrywał się jak tylko mógł, by ją zobaczyć. Harry nie. Niall dzwonił do Diany z jakieś sześć razy w ciągu popołudnia i ostro sms-owali. Harry jak zadzwonił dwa razy w ciągu całego dnia to było dobrze.
     Bardzo mnie ten stan rzeczy niepokoił. Dopiero zaczęliśmy być ,,związkiem’’ a on już odstawiał takie rzeczy. Nie chciałam mu podczas kłótni non stop tego wypominać, ale to on chciał tego bardziej niż ja, a teraz? Teraz nawet nie wykazuje żadnej inicjatywy.
    Postanowiłam dziś odpuścić. Chciałam zobaczyć tylko moich przyjaciół. Z tego co wiem mieli być o 16 na lotnisku, a Harry miał kogoś po nich wysłać do nas. Napisałam mu tylko krótkiego sms’a, żeby Pan Styles raczył o tym pamiętać.
    Szykowałam się dość długo. Przez pierwsze dwa dni mieli u nas mieszkać, dlatego chciałam ,żeby lodówka na ten czas była pełna. Na Harre’go w tej kwestii nie można było liczyć. Niestety nie tylko w tej. Ledwo co byliśmy ze sobą, 
a zrobiłam się kurę domową . Zdecydowanie mi się to nie podobało, ale co miałam zrobić. Kochałam go. W Anglii - na obczyźnie w dodatku w samotności przeglądałam tylko filmy z lektorem na laptopie, albo gadałam na skypie z Luiza. Filip się uczył, a Kuba zajęty był kupowaniem domu w Londynie. Postanowił, że się tu już wyprowadzi na stałe. Dla niego to było dobre. Oderwie się raz na zawsze od przeszłości, ale nie chciałam, żeby zostawiał mnie samą w Polsce. Jasne da mi mieszkanie, ale widok matki to ja będę musiała znosić, nie on. 
    Dzięki tej samotności zaczęłam coraz bardziej myśleć nad przyszłością. Nigdy się tym specjalnie nie przejmowałam. Raczej żyłam z myślą ,,co będzie to będzie”, ale przez Harr’ego , a raczej nasz związek zaczęłam się zastanawiać. Bo jak niby będziemy się spotykać? Jasne są samoloty, zresztą na brak pieniędzy Harry nie ma co narzekać, ale jak tylko w weekendy? Zresztą spójrzmy jak jest teraz. Nie ma go non stop, więc co będzie potem? Po skończeniu i promowaniu piątego krążka zacznie się trasa koncertowa, więc będzie na rozjazdach. Co oznacza, że więcej go nie będzie w ogóle w Europie niż teraz w domu. Nie widziałam tego kolorowo. Ba! W ogóle nie widziałam tego związku. Chyba tylko cud mógł nas uratować.  
        16-sta minęła szybko. Zaskakująco szybko. Akurat wszystko skończyłam kiedy rozległ się dzwonek do drzwi:
- Hej słoneczko! –rzucił się na mnie Filip.
- Moja Kochan siostrzyczka – podniósł mnie Kuba i zaczął mnie obściskiwać.
- Udusicie moją kochaną przyjaciółkę – dopchała się do mnie Lu.
- Boże jak dobrze, że was widzę– powiedziałam nie mogąc zdusić uśmiechu.
- A gdzie Haz? –zapytał Kuba.
- Jak zwykle w pracy – spojrzeli po sobie zdziwieni, więc szybko im wyjaśniłam – pewnie go nie zobaczycie dziś, ani jutro…- spojrzałam na nich i właśnie zdałam sobie sprawę, że ja też nie wiem kiedy w końcu go zobaczę. – Nie mam pojęcia kiedy go zobaczymy.
- Ej co jest Wiki? – zapytał przerażony Filip.
- Nie widzę go od tygodnia, pracuje non stop w studio.
- Ale…
- Nic nie zrobię. Cena bycia  z celebrytą – powiedziałam przez zęby.
- Dupek – podsumowała jednym słowem Lu.
- Zapracowany – dodałam.

Zrobiłam im kolację i wszyscy po kolei zaczęli mi opowiadać o sobie. 
    Zaczęła Luiza. Jej mama czuła się już o wiele lepiej, dzięki czemu mogła skupić się na swoich studiach. Chciała startować do szkoły plastycznej w Krakowie, ale do końca nie była przekona. Ona rzadko była o czymś przekonana, jeżeli miało to wpływać na jej przyszłość. Oczywiście wszyscy jej to powtarzaliśmy, że powinna spróbować, chociaż prace miała składać do połowy lipca. I zaskoczyła nas :
- Złożyłam papiery.
- No w końcu! – odpowiedziałam - I jak?
- Przyjęli mnie – powiedziała nadzwyczaj spokojnie.
- Taaak! Będziemy razem studiowały w Krakowie!
Wszyscy spojrzeli się po sobie.
- Wiki… chciałam ci to szybciej powiedzieć, ale tak jakoś..
- Ale co? – zapytałam zdziwiona.
- Nie dawałam papierów do Krakowa.
- Aaa spoko, Polska nie jest tak duża damy radę – powiedziałam już lekko zdziwiona, że nie powiedziała mi szybciej.
- Wiki… ja … - zaczyna się plątać  w tym co mówiła.
- No co chodzi!
- Złożyłam papiery do Londynu. Będę tu uczęszczać do szkoły.
- Co!? 
Zatkało mnie. Totalnie mnie zatkało. Jak to? Filip, Kuba w dodatku Luiza mnie zastawiają SAMĄ w Polsce . Totalnie samą?
- Ale jak to? Ale…- łzy napływały mi do oczu
- Wiki nie bądź zła. Przepraszam.
- Zostawiacie mnie samą, tak?- spojrzałam po nich- Totalnie samą. Wszyscy. Dosłownie wszyscy.
- Ej, Wiktoria będziemy przecież…- zaczął Filip.
- Ta. Przepraszam boli mnie głowa. Chciałabym się położyć- powiedziałam odchodząc. 
- Wiktoria! –wołał za mnie Kuba.    
       Naprawdę bolała mnie głowa. Chciałam tylko zasnąć. Czemu oni mi to zrobili. Wszyscy mnie po kolei zostawiali. Bez przyjaciół. Bez miłości.

   * Z perspektyw Luizy *

- Wiedziałam, że tak będzie – powiedziałam.
- Daj spokój nie możesz siebie obwiniać – powiedział Kuba.
- Mogę. Doskonale wiemy jaka ona jest delikatna. W dodatku jeżeli chodzi o takie sprawy.
- W dodatku jeżeli chodzi o samotność – nie pocieszył mnie Filip.
- Tak dokładnie – wtórowałam mu.
- Musi w końcu się od nas uwolnić- powiedział stanowczo Kuba.
- Dobra stary, ale nie kurwa od wszystkich. Teraz to ona nikogo nie ma w Polsce jakbyś nie zauważył – powiedział groźnie Filip –Ja z Luizą idę tu na studia, Ty będziesz pracował, a Harry …
- Właśnie Harry. Czy tylko mi się wydaje, czy coś u nich nie gra – zapytałam. 
- Masz racje, ale daj mi dokończyć – przerwał mi Filip - Co Wielki- taka bowiem była ksywka Kuby – Ma iść do twojej mamy?
- Skończ. – powiedział.
- Skończę wtedy kiedy ty przestaniesz tak idiotycznie myśleć – Filip naprawdę był zdenerwowany tą sytuacją.
      Nagle otworzyły się drzwi do mieszkania
- Jesteś szczęśliwa, że przyszedłem szybciej o całe siedem godzin – zapytał znużonym głosem Harry.
- Pewnie by była- powiedział Filip – gdyby nie fakt, że jej tu nie ma.
- O cześć – przywitał się z nami Harry- To gdzie ona jest?
- Śpi – powiedział.
- Śpi?- zapytał Harry- Jest 16. 30!
Przewróciłam oczami.
- Ile czasu z nią przebywasz?
- A co? –zapytał zdziwiony.
- Nic. Po prostu wtedy byś wiedział, że w sytuacjach których jest bezradna i strasznie ją coś trapi wewnętrznie, boli ją głowa i idzie spać.
- Serio?!
- Albo jesteście idealną parą, albo gówno o niej wiesz – powiedział Filip i od razu przyłożyłam mu w głowę.
- Filip.
- Wybacz nie zdążyłem jej poznać tak jak ty.
- Może dlatego, że cię w ogóle nie ma?
Spojrzałam na niego zszokowana. Tak samo jak Kuba. I Harry.
- Skąd wiesz?- zapytałam.
- To długa historia.
- Mamy czas – warknął na niego Kuba.
- Dużo ze sobą rozmawialiśmy.
- Ah tak – powiedział poirytowany Harry.
- No stary, sorry – wstał od stołu Filip i zaczął przesuwać się w jego stronę– Ciągle siedzisz w tym studiu i jesteś zajęty płytą. Tak chciałeś ją zdobyć, a teraz co! Nie wiesz o niej nic. Tyle nagadałeś jej o miłości, a teraz? Gówno to jest a nie miłość.
- Uspokój się – powiedziałam mu.
- Nie- odezwał się Harry- On ma rację.
- No proszę przynajmniej nie przeczysz- odpowiedział zdziwiony Filip.
- Mam przeczyć prawdzie? Olewam ją, racja. Pogubiłem się. Jestem …dziwny.
- Dziwny? - wtórował Kuba.
- Ograniczony- odpowiedział Harry.
- Umysłowo – zakpił Filip.
Zjechałam go wzrokiem.
- Przestańcie- obróciłam się do Harr’ego – Nie po to przyjechałam tu dwa tygodnie wcześniej, żebyś teraz tu odpieprzał takie szopki. Mówiłeś, że ją kochasz, a ja doskonale wiedziałam, że ona bez ponaglenia nie jest w stanie kochać, więc błagam nie mów mi, że wszystko poszło na marne. Kochasz ją czy tylko chciałeś ja przelecieć?
- Wyrażaj się to moja siostra – wstał Kuba.
- Nie przeleciał mnie. Nie zdążył – powiedziała Wiktoria.
Wszyscy odskoczyliśmy od danych nam miejsc. 
- Co ty tu… - zaczął Harry.
- Nie słońce – powiedziała sarkastycznie. – Co ty tu robisz? Cudowne studio cię nie wzywa?
- Przyjechałem szybciej dla twoich przyjaciół.
- Moich przyjaciół powiadasz? Tak się składa, że moi przyjaciele również mają mnie gdzieś. Wcale nie przyjechali na ,,londyńskie wakacje”, ale na ,,londyńskie osiedlenie”.
     Harry popatrzył się na nas niedowierzeniem niczego nie rozumiejąc.
- Czyli?
- Czyli Wiki zostaje sama w Polsce – dopowiedziałam mu.
-Gdzie tam sama. Ale skąd. Mam jeszcze zmarłego ,,ex chłopaka”.
- STOP! – krzyknął Filip –To nasza wina. Wiemy o tym. Jeżeli będzie trzeba zmienię studia, żeby być bliżej ciebie.
- Co? – krzyknął Kuba.
- Nie Filip. Nie zrobisz tego. Nie chce o tym dziś rozmawiać. Poudawajmy, że jesteśmy na ,,londyńskich wakacjach’’ i pozostańmy przyjaciółmi. Filip co było pierwsze na liście?
- Bar. Impreza. Karoke – powiedział z uśmiechem.
Uśmiechnęła się do niego w odpowiedzi i następnie do Kuby.
- Gotowi na podrywanie najgorętszych dup w Londynie? Albo facetów jak kto woli- zapytała. 
- Dwa razy nie musisz mi powtarzać – powiedzieli zgodnie.
- Pokoje macie u góry – obróciła się o mnie – A ty, idziesz? 
- Londyńskiej wakacje- powiedziałam.
- Pokój masz obok Filipa.
       I poszłam bojąc się tego wszystkiego co miało nastąpić. Bo z nią nigdy nie wiadomo czy stąpasz po wodzie czy po żarzących kamieniach.
* Z perspektywy Wiktorii *
- Idziesz z nami?
- A powinienem?
- Wiele rzeczy nie powinieneś robić. Nie wiem czy wolno ci pić piwo w najtańszym barze w Londynie i drzeć się do mikrofonu, śpiewając piosenki Timberlak’a.
- Może być ciężko.
- Dlatego też cię nie zapraszałam.
- Ale nie powiedziałem, że niemożliwe.
Zdziwiłam się.
- Przepraszam Vix. Popełniłem wiele błędów w ciągu  krótkiego czasu, ale też się uczę, naprawdę.
- Ile miałeś poważnych związków?
- Poważnych?
- Tak, to znaczy nie kilka przelotnych sex’ów.
- Trzy.
- Hmm widzisz składa się tak, że ja nie miałam żadnego oprócz przelotnych przytulanek z facetami na dyskotece. I to ja powinnam się uczyć bycia w związku. To ja powinnam popełniać błędy, a nie ty. No cóż nawet nie mam kiedy ich robić, bo ciebie po prostu nie ma.
- Wiem, wiem! Powiedziałem poprawie się. 
- Poprawie to za mało Harry. Musisz przestać być zazdrosny, bo to cię zabija od środka. Wiem odkąd się tak zmieniłeś. Od tańca z Ryan’em. Dusi cię to od środka, dlatego mnie zamykasz pod kluczem. Myślisz, że nie znajdę sobie rozrywki i będę siedzieć w domu. Nie Haz. Jest całkiem inaczej.
- Widziałaś się nim?
- Więcej niż tobą w tym tygodniu.
- Kurwa.
To było dla niego typowe. Przeklniecie w geście poddania się. Był jak małe- duże dziecku któremu trzeba było nakierować na drogę.
Klękłam obok niego.
- Harry, kocham cię. Wiem, że ty mnie też. Ale nie mogę tak żyć. Wiem, że to jest silniejsze od ciebie, ale musisz, musisz to przezwyciężyć, bo inaczej ten związek długo nie pociągnie. 
Opuścił głowę na dół.
- Przepraszam, jestem idiotą. Nie chce cię stracić. Naprawdę.
- Wiem. 
- Od teraz będzie jak w bajce.
- Życie to nie historia romantyczna, Haz.
-Wiem, ale zrobię wszystko żeby taka była.

     O 20-stej wyszliśmy na miasto. Zaliczaliśmy wszystkie po kolei  tanie bary, aż w końcu około północy osiedliśmy w jednym. Nazywał się ,,Night Changes”, dokładnie tak jak singiel od 1D, co było totalna ironią zważając na to, że Harry zabrał się z nami.
- Przyszedł swój do swego –powiedziała Luiza.
- Skąd znasz piosenki 1D?- zapytałam.
- Słyszałam w radiu.
- Akurat – wtrącił Filip.
- Yyy, jestem tu – powiedział zawstydzony Harry.
- To dobrze – powiedziałam złośliwie – Bo teraz czas na karoke.
   Piliśmy bez ustanku
. Jedno piwo za drugim. Shot za shotem. Kuba już prawie wysiadł, Luiza zresztą nie była lepsza. Ja cały czas tańczyłam z Filipem, szalejąc jak tylko się da, dlatego alkohol na nas nie zadziałał.
- On się non stop na nas patrzy – powiedział Filip.
- Nie spuszcza mnie z oka- powiedziałam zrezygnowana.
- Mam z nim pogadać?
- Nie, to nie ma sensu. On musi zmądrzeć.
- Mam z nim inaczej pogadać? -zapytał ostrzej.
- Nie, hahah Filip, nie.
- Dobrze, ale pamiętaj..
- Że zawsze jesteś obok mnie. Pamiętam. Jako jedyny.
   Nagle zrobiło się cicho. Tak nagle zgasły swatała. Tylko płyta na której stał DJ świeciła jaskrawym światłem. Wszyscy przestali tańczyć, a pijani otworzyli oczy. Wszyscy zaczęli buczeć rządni muzyki, ale jej nie było. Nagle słychać było piskliwy dźwięk włączonego mikrofonu. I jego głos.
- Przepraszam, że na chwilę przeszkodzę wam tą wspaniałą zabawę i obudzenie niektórych osób, czy przeszkodzeniu w piciu następnego piwa czy innego trunku, ale muszę to zrobić. Bardzo kogoś zraniłem, choć tego nie chciałem. Ale kto chcę zranić swoją ukochaną. Zazdrośni ludzie nie myślą, a ja jestem zazdrosny. Zazdrosny o ciebie. I choć inni mówią, że to dobrze, doskonale wiemy ,że zazdrość, taka jak moja zabija wszystko wokół nas. Co prawda nie powianiem śpiewać tej piosenki, jeszcze, bo to zakazane, jeśli wiesz o co mi chodzi. Najwyżej wywalą mnie z pracy i stracę na oczach milionów ludzi, ale mam  w tym swój cel. Chce zyskać w oczach tylko jednej osoby. Twoich Wiktoria.
     Filip trzymał mnie w ramionach, bo z tych nerwów prawie upadłam na ziemię.
- Miałaś to usłyszeć za jakieś dwa tygodnie, a ludzie za trzy, ale myślę, że teraz jest odpowiedni moment. Napisałem tą piosenkę z myślą o tobie.

13 kwietnia, 2015

ROZDZIAŁ 20

Liczę, że wam się spodoba. Dodawajcie komentarze.
Uwaga: w pewnym momencie występuję scena naznaczona erotycznie.

*Z perspektywy Harry’ego *
Nazajutrz wstałem dość szybko i poszedłem zrobić śniadanie. Tym razem nawet nie miałem jajek, by zrobić nam naleśniki, więc musieliśmy nacieszyć się płatkami z mlekiem. Miałem nadzieję, że ona je lubi. Po zagotowaniu mleka poszedłem na górę, by ją obudzić, bo przypuszczałem, że nadal śpi. Nie pomyliłem się. Była obrócona w stronę drzwi, a jej włosy delikatnie opadły na poduszkę. Podszedłem do niej by przytulić ją z tyłu. Delikatnie gładząc jej włosy, szepnąłem:
- Dzień dobry aniołku.
Delikatnie zamruczała leciutko poruszając głową.
- Wstań kochanie.
- Eee, nienawidzę jak to robisz. 
- Oj domyślam się. Jesteś mega śpiochem.
- Nie jestem mega śpiochem – powiedziała obracając się do mnie.
- Czyżby? To wstań, bo mleko nam wystygnie.
- Mleko?
- Tak z płatkami.
- A to mogę spać. 
- Nie lubisz? 
- Nie, jem na zimo – powiedziała zamykając oczy, a ja wybuchnąłem śmiechem.
- Śpioch – pochyliłem się nad jej uchem i delikatnie zacząłem ją tam  całować.
- Ej no, tak nie zasnę – powiedziała leciutko mrucząc.
- I właśnie o to mi chodzi.
Uśmiechnęła się i otworzyła oczy.
- Zawsze jesteś taki …. stanowczy?
- Zawsze walczę o to na czym mi zależy.
- No dobra wstaje. 
- Czekam na dole – wstałem kładąc jej lekki pocałunek w usta.
     Zeszła po 10 minutach ubrana w spódniczkę i top.
- Daje sobie rękę uciąć, że dziś też idziesz od studia?
Uśmiechnąłem się podając jej płatki. 
- Straciłabyś ją.
- O cóż to za miła odmiana- powiedziała nakładając cztery garście płatków, które prawie nie mieściły się w misce.
- Yyy?
Spojrzała się na mnie i na miskę.
- No co, nie lubię mleka -odpowiedziała i zaczęła jeść. 
- Ale … to …. dać ci  jogurt?
- Po co?
- Eee.
- Harry, ja tak zawsze jem, dużo płatków eliminuje smak mleka, logiczne – spojrzała na mnie i pokręciła oczami- To co mamy w planach?
- O bo widzisz, nie idę do studia…
- Ale?
- Ale zostaliśmy zaproszeni na bal charytatywny. 
- Na bal?
- Tak. Oficjalnie One Direction z partnerami, więc pomyślałem, że może chciałabyś pójść.
- Ale ja nie mam sukienki to raz, a dwa ja nigdy na takim czymś nie byłam.
- Oj spokojnie to nic groźnego. Zayn’a nie będzie bo musi szykować się do ślubu, a Louis nie lubi takich imprez. 
- A więc będzie Liam z Sophią i Niall z Dianą?
- Tak dokładnie.
- No okey, mogę pójść.
- Cudownie – nachyliłem się do jej ust i ją pocałowałem.
- Jakąś konkretną mam mieć tą sukienkę?
- We wszystkim będziesz ładnie wyglądać.
Wstała od stołu i spojrzała na mnie wzorkiem, który mówił ,, Jesteś żałosny” i odparła: 
- Okey, idziesz ze mną.
- Co? Dlaczego? 
- Bo jest mały problem. 
- Jaki? Ja ci zapłacę.
- To akurat nie problem.
- To co chodzi?
- Nienawidzę zakupów, Harry.
- Naprawdę?!!
- A ty lubisz?
- Zakupy są super! 
- Yy, to najnudniejsza czynność na świecie.
Spojrzała się na mnie z niedowierzaniem.
- Ale ja myślałem ….
- Że każda dziewczyna je kocha? Nie, Harry ja się troszkę różnie od reszty.
- Zauważyłem – podszedłem do niej i złożyłem długi pocałunek na jej ustach – Kocham cię za te wyjątki.
Zaśmiała się głośno, ale zarazem tak delikatnie, że nie chciałem  jej wypuszczać z moich rąk.
- Zamieszkasz ze mną?
- Słucham! – odkrzyknęła zaskoczona i wyrwała się z moich ramion.
- Chciałbym mieć cię na co dzień, a nie tylko pomiędzy wolnymi miedzy nagraniami 
- Ale Harry ja .. ja mieszam u Anny i nie jestem…
- Gotowa?
- Dokładnie. Wiesz  troszkę za krótko się znamy.
- Ja przyjmuję zasadę, że nie ważne są dni skóro przed nami jest cała wieczność.
Zaśmiała się delikatnie, przybliżyła się do mnie, dała mi małego całusa w policzek i  powiedziała:
- Dlatego mamy cała wieczność, by zamieszkać razem.
- Skubana – podniosłem ją do góry, a ona zaczęła piszczeć – Moja mała księżniczka - odchyliła głowę do tyłu, a jej włosy wyprzedzały nasz każdy obrót.
- Kocham Cię Viktoria – powiedziałem przekrzykując się przez jej śmiech.
Spojrzała na mnie i natychmiast spoważniała.
- Harry, ja …
     Są takie moment  w życiu, że nie wiesz co masz robić. Co masz powiedzieć. Z jednej strony masz ochotę wykrzyknąć prawdę, by każda osoba na ziemi się o tym dowiedziała, a z drugiej chcesz  dobra. Mniejszego zła. Nawet jeżeli to sprawia, że cierpisz. To właśnie był ten moment. Bałem się, że gdy jej powiem, że wiem co wczoraj powiedziała ucieknie mi, bo się wystraszy. Ale z drugiej strony cały czas będzie się bać. Każda decyzja w tym wypadku miała minusy.
    Wziąłem głęboki oddech i to zrobiłem.
- Wiem to Vix. Słyszałem to co powiedziałaś w nocy.
- Ale .. co? – postawiłem ją na ziemi, a ona odsunęła się o ode mnie. Tak jak się spodziewałem. 
- Przepraszam, nie spałem i wtedy ty zaczęłaś mówić. Gdy to usłyszałem prawie zatrzymało mi się serce.
- Ja.. ja nie powinnam, przepraszam – pobiegła szybko do pokoju. Pobiegłem za nią.
- Błagam nie uciekaj, błagam. To nic. Ja rozumiem. Wiem, że się boisz, ale teraz już to wiem. Vix! – usłyszałem jak trzasnęła drzwiami. Bałem się, że może coś sobie zrobić, a tego bym nie przeżył. 
   Usiadłem pod drzwiami i zacząłem mój monolog.
- Vix ja wiem, ja cię rozumiem. Wiem, że patrząc na mnie i wypowiadając te dwa słowa to dla ciebie zbyt trudne. Wcale się nie dziwie i nie mam ci tego za złe. Sam przeżywszy to co ty przeżyłaś, nie byłbym w stanie normalnie funkcjonować. Ja i pewnie większość ludzi, ale ty dałaś radę. Cieszę się, że cię spotkałem. Pokazałaś mi jak twardym można być, mając tak pod górkę. Vix, ale błagam nie rób nic sobie, ja .. ja poczekam. Nigdy nie byłem w takiej sytuacji. Zazwyczaj…
- Zazwyczaj laski leciały do twojego łóżka po godzinie znajomości? – powiedziała przez drzwi.
- Nie chciałem tak tego ująć.
- Ale o to chodziło.
- Tak.
Usłyszałem jak otwiera drzwi.
- Przepraszam, że nie jestem taka jak inne.
- Nie, nie przepraszaj. To jest wspaniałe.
- Musisz ze wszystkim czekać i w ogóle.
- Poćwiczę cierpliwość.
Przytuliła się do mnie, a ja ją objąłem. Spojrzała się  w moje oczy i powiedziała:
- Kocham Cię Harry.
Otworzyłem buzię z niedowierzania, a ta pochyliła się nad moimi ustami i delikatnie przejechała po nich językiem. Odwzajemniłem to przyjemne uczucie i dałem się ponieść. Przeniosłem moją rękę na jej twarz i pomalutku zjeżdżałem na dół całując ją przy tym. Oderwałem się od jej ust i zacząłem zjeżdżać do jej szyi całując każdy kawek skóry. Przyssałem się do jej szyi,  gdy tymczasem moja ręka dotykała jej piersi. Poczułem jak jej sutek w lewej piersi zesztywniał pod wpływem mojego dotyku. Cichutko jęknęła, więc wykorzystałem to i szybko wsadziłem rękę pod jej stanik. Delikatnie zacząłem pieścić jej pierś i energicznie całować. Kiedy zjechałem na dół wzdłuż je majtek poczułem opór.
- Harry – powiedziała ciężko dysząc – Nie.
Od razu przestałem. Nie chciałem robić nic na siłę. Spojrzałem się na nią.
- Jedziemy na te zakupy?
- Dureń- powiedziała waląc mnie na podłogę.

*Galeria*
    Gdy weszliśmy do pierwszego sklepu, zrobił się tłum. Całe szczęście, że wcześniej poprosiłem Jeff’a i  John’a by pojechali razem z nami. Domyśliłem się, że gdy będziemy w takim miejscu może zagrażać nam lekkie niebezpieczeństwo. To nie tak, że izolowałem się od fanów, ale musiałem patrzeć na swoje dobro, a szczególnie na dobro Viktorii. Oczywiście nie obeszło się bez kilku zdjęć i parunastu autografów, ale nie przeszkadzało to jej. Nawet kilka osób powiedziało jej, że wygląda ślicznie, na co ona wybuchała śmiechem. 
Wśród fanek znalazły się także dwie Polki, które jak zobaczyły nas razem zaczęły piszczeć i mówić, że teraz to musimy do nich przyjechać. Nie podszedłbym do nich, ale Vix nalegała, bym chociaż zrobił sobie z nimi zdjęcie. Były w jej wieku i tak samo jak ona miały ,,londyńskie wakacje”. Viki potem zamieniła z nimi parę zdań, których nie zrozumiałem i jak się okazało właśnie o to chodziło. 
    Sukienkę wybieraliśmy dwie godziny. Dla niektórych to nie jest dużo. Na przykład dla mnie i przyjemność jaką mi to sprawia, ale myślałem, że po pół godzinie Viktoria umrze albo z nerwów albo z nudów. Nie jest zbytnio wybredna, ale jej niski wzrost komplikował kilka spraw. Gdy jednak udało nam się coś wybrać zaproponowałem jej obiad w  mojej ulubionej restauracji. Zgodziła się. Ja zamówiłem danie szefa, a ona spaghetti.
- Dlaczego nie chcesz skosztować czegoś innego? Nowego?
- Nowe dania są przerażające, wole zjeść coś co znam. Szczególnie jak jestem głodna. Gdyby mi nie zasmakowało to musiałabym użerać się z tym daniem do końca, co nie byłoby dobre dla mnie, bo po pierwsze była bym głodna a po drugie moje samopoczucie po tak wyczerpujących zakupach byłoby poniżej jakiejkolwiek normy.
Zacząłem się niemiłosiernie śmiać na cała restauracje.
- No co? – zapytała zdziwiona.
- Jesteś niesamowita.

*20.00 *
Po przyjeździe  zaczęliśmy  szykować się na bal. Jej zajęło to dwie godziny, mi  dwie i pół. 
- Dlaczego ty się tak długo szykujesz, halo. Jesteś facetem, to ja powinnam na ciebie czekać.
- Wybacz. Będę musiał się przestawić.
- Czy twoje ex dziewczyny serio ubierały się tak długo?
- No, najczęściej ze trzy, cztery godzinki.
- Boże, pieprzeni celebryci. 
Po tych słowach chwyciłem ją i dałem jej lekkiego klapsa w dupę. 
- Ałaaa.
- Wybacz pieprzeni celebryci lubią bić swoje dziewczyny w dupę.
- Pieprzeni celebryci biorą przykład z Grey’a? – zapytała dławiąc się ze śmiechu.
- No też był pieprzonym bogaczem – powiedziałem stawiając ją znowu na ziemię.
- Też racja.

    Pojechaliśmy do restauracji w której miał znajdować się bal charytatywny. Była to najdroższa restouracja w całym Londynie. Gdy dojechaliśmy było już tam pełno limuzyn i innych aut, które świadczyć mogły o klasie jaka się tu zebrała. W środku znajdowało się pełno moich znajomych, ale dla Vix było to ogromny szok.
- OMG czy to jest… - spojrzała na mnie z wybałuszowanymi oczami.
- Tak Hozier, znasz?
- Yyy nooo .
- Oo patrz Ed tam stoi – zabrałem ją za rękę, by pójść się z nim przywitać.
- Czy on stoi z Samem Smithem!- powiedziała tak głośno, że  obydwoje się obrócili w naszą stronę
- Tak, ale uwierz tutaj każdy się zna i to nie jest nic dziwnego.
- Halo, ja nikogo nie znam i dla mnie to jest dziwne. To tak jakbym była w jakimś pieprzonym śnie-
próbowałem się nie zaśmiać, bo rozumiałem ją. Kiedy wchodziłem w show biznes reagowałem tak samo. Wszystko było dla mnie nowe i niezwykłe. Kiedy widziałem  aktualne gwiazdy muzyki stałem jak wryty i piskliwie mówiłem,, hey’’. 
- Hej. Poznajcie się, Viktoria – Sam.
- Hej – powiedział uśmiechając się do niej.
- Hhhhej – stała jak wryta, ale próbowała zachowywać się naturalnie.
- Szkoda, że znów nie masz tej super sałatki, bo tutaj nie ma tak dobrej jak twoja – powiedział do niej Ed
- Haha, spokojnie dostaniemy się do kuchni to ci zrobię – odpowiedziała mu życzliwie.
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
Po przedstawieniu jej kilku innych artystów oraz aktorów, którzy się tam znajdowali, poszliśmy do naszego stolika.
- Wiesz, że Ed będzie śpiewał?
- Naprawdę?
- Tak.
- Ale super kocham jego głos.
- Sam też. 
- Cudownie. Darmowy koncert.
- Viix.
Zacząłem ją ukratkiem całować, kiedy do naszego stolika dosiadł się Niall z Dianą i Liam z Sofią.
- Hejka – powiedział jak zawsze szczęśliwy Niall.
- Witaj – odpowiedziała mu.
      Kiedy już wszyscy się ze sobą przywitaliśmy, akurat przyszedł prowadzący i wprowadził w nas w cel tego balu. Oczywiście wszyscy z góry wiedzieliśmy po co tu przybyliśmy. Mieliśmy składać się na chore dzieci. Bardzo ten pomysł mi się spodobał. Jako 1D mieliśmy gotowy czek który mieliśmy złoży na ręce organizatora.
  Po jakieś godzinie, po zjedzonej kolacji i wypiciu pierwszych dwóch drinków, na scenę wszedł Ed.
Po krótkim wstępie zaczął grać Thinking out loud.
- Zapraszam teraz wszytkie pary do tańca.
I zaczął grać.
Viktoria się nade mną nachyliła i zapytała: 
- Idziemy?
Spojrzałem się na nią lekko zszokowany.
- Ale ja … ja nie potrafię, przepraszam.
- Daj spokój, ostatnio umiałeś.
- Wiesz, to nie jest dobry pomysł.
Spojrzała się na mnie smutna, ale przytaknęła głową. Rozumiała? Nie wiem.
Minęło jakieś 30 sekund kiedy do naszego stolika przyszedł Ryan.
- Nie ładnie kiedy dama siedzi mając taki niesamowity talent – spojrzał się na mnie, a potem na nią – Skoro pan, panie Styles nie korzysta czy w takim układzie ja mógłbym cię poprosić do tańca – podał jej rękę, a ona zarumieniona spojrzała na mnie.
Co miałem zrobić? Pokiwałem potwierdzająco głową, tym samym zgadzając się by z nim zatańczyła.
Wstała i poszła z nim na parkiet.
Jej każdy ruch idealnie był dopasowany do jego ciała. Razem tworzyli dzieło. Inne pary odsunęły się, by zrobić im miejsce. Na początku zachowywali odstęp pomiędzy sobą, ale w miarę kiedy muzyka nabierała emocjonalnego nastroju przybliżali się do siebie, ale w sposób tak ,,uczuciowy”, jakby byli do siebie stworzeni. Patrzyłem na to co chwilę pijąc następnego shota.  
Niall klepnął mnie w ramie i powiedział:
- Stary. Jesteś idiotą.
- Wiem.
    Liam zabrał Sofię od razu po tym gdy zobaczył co Ryan z nią wyprawiał. 
Ona była zatracona w tańcu. Gdy patrzyło się na nich odnosiło się wrażenie jakby cały świat stanął w miejscu. Przy ich tańcu towarzyszyły wszystkie emocje, a jedną wyłaniającą się była namiętność. Koleś nie miał skrupułów, macał ją po udach, biodrach a ona jak malutki ptaszek chłonęła każdy jego dotyk. Kiedy inni obracali się tylko koło swojego partnera, oni jakby tańczyli walca, albo inny taniec towarzyski. Obracali się wokół siebie, a jego głowa wędrował zbyt często ku jej ustom.
Poczułem wzrok Diany na sobie:
- Mistrzyni.
Niall srogo na nią spojrzał:
- Diana – powiedział przez zaciśnięte zęby. 
- Ale widzisz to. Dwa mistrze w tańcu przepełnionymi takimi emocjami. 
- Diana – powiedział prawie krzycząc.
Spojrzała się na niego, a potem na mnie.
- Przepraszam Harry.
- To nic Diana, to nic – czułem jak do moich palców dopływa mała ilość krwi, bo zbyt mocno trzymałem kieliszek z kolejnym szotem
Niall klepnął mnie w ramię.
- Spokojnie to tylko taniec.
Jasne tylko taniec. Ale bałem się, że z tego tańca będzie coś więcej. Ile razy było tak, że to taniec obudził w partnerach najsilniejsze emocje z których powstał nie jeden romans. A ja bałem się, że ją stracę. Dopiero co ją zdobyłem, a już na mojej drodze musiał pojawić  się kretyn, który od razu by mi ją ukradł. Dla niej musiałem przełamać moją największą nieudolność – taniec.
Dzięki Bogu, piosenki Ed’a nie trwają wiecznie, więc po czterech minutach Ryan, jak prawidziwy genetalmen, odprowadził ją na miejsce.
- Tańczenie z tobą to czyta poezja.
Ona zrumieniona odpowiedziała:
- Dziękuję.
- Ja również – powiedziałem sarkastycznie- To może na piosence Sam’a pójdziemy razem zatańczyć?
- Ale mówiłeś, że nie tańczysz – powiedziała zdziwiona.
- Ludzie zmieniają zdanie Vix, wtedy kiedy widzą jak wiele mogą stracić – powiedział Ryan oddalając się od naszego stolika.
Powędrowała jeszcze za nim wzrokiem, ale natychmiast spojrzała na mnie.
- Naprawdę nie musisz być o niego zazdrosny.
- Nie jestem.
Przewróciła oczami, całując mnie namiętnie.
- Głupek.
W końcu Sam wyszedł na scenę i zaczął śpiewać jeden ze swoich hitów. Zaprosiłem ją na parkiet. Przypomniałem sobie jak mnie uczyła i tak jak w obserwatorium kilka tygodni temu zacząłem się poruszać. Uśmiechnęła się do mnie życzliwie i powiedziała, że świetnie mi idzie. Wiedziałem, że kłamie, ale robiła to w dobrej mierze. Przez całą piosenkę się śmiała, a ja przepraszałem ją  kolejny raz, gdy nadepnąłem ją na nogę. W końcu stanąłem. Przytuliła się do mnie i z tańca towarzyskiego, postawiliśmy na taniec ,,przytulaniec’’.
Miałem wrażenie, że odsapnęła z ulgą kiedy skończyła się piosenka, albo po prostu byłem zbyt bardzo przewrażliwiony.
     Impreza skończyła się o trzeciej nad ranem. Później raczej zmieniła się w dyskotekę, co było o wiele prostsze. Nie spuszczałem jej z oka. Tańczyła albo ze mną albo z Niall’em, naprawdę, świetnie się bawiąc. 
Ryan jakby rozpłynął się w powietrzu. Owszem rozglądała się za nim co było widać. Ale jego nie było. Znikł, ale ja doskonale wiedziałem, że nie znikł z jej życia. On nigdy nie rezygnuje. W dodatku nigdy nie zrezygnował by z niej. Tak delikatnej, utalentowanej i pięknej dziewczyny. Nikt by z niej nie rezygnował.